Pomiędzy mną a windą, do której musiałem się dostać była długa na trzydzieści metrów sala. Biegało po niej czterech kolesi uzbrojonych w pistolety. Otwarta konfrontacja nie wchodzi w grę. Przekonałem się o tym kiedy jeden z nich sprzedał mi headshota jak tylko wszedłem do pomieszczenia. Pora na plan B, czyli skradanie. Niestety taktyka, która znakomicie sprawdzała się w Thief'ie czy Splinter Cell tutaj nie zdała egzaminu. Mimo, iż oświetlenie na stacji Sevastopol pozostawia wiele do życzenia napastnicy widzieli dość by nafaszerować mnie ołowiem gdy tylko wyszedłem zza osłony. W końcu przyszedł mi do głowy pomysł. Tłukąc kluczem francuskim w ścianę zwabiałem ich do sąsiedniego pomieszczenia by tam wykończyć jednego po drugim. Jak już udało się zajść od ich tyłu wszyscy wykazali niską odporność na ciosy wspomnianym wcześniej kluczem w potylicę. Gwoli ścisłości - niniejszy wstępniak to nie opis moich zajęć w czasie wolnym tylko gameplay z najnowszej gry osadzonej w uniwersum obcego - Alien: Isolation.
Lubię fantastykę i lubię horrory. Nic więc dziwnego, że jestem fanem serii będącej kwintesencją obu gatunków. Jeśli idzie o gry to ostatnimi czasy nie miała ona szczęścia. Aliens: Colonial Marines nikt przy zdrowych zmysłach nie nazwałby dobrym shooterem. Nic więc dziwnego, że miłośnicy xenomorfów z niecierpliwością czekali na premierę gry mającej być powrotem do korzeni. Historia opowiedziana w Alien: Isolation rozgrywa się bowiem po wydarzeniach przedstawionych w filmie "Obcy: ósmy pasażer Nostromo". Jedyne co mnie niepokoiło to wybór studia. Creative Assembly znam tylko z serii Total War. Trudno było przewidzieć jak firma specjalizująca się w strategiach poradzi sobie z horrorem.
Na szczęście wystarczyło pierwsze pół godziny z grą by rozwiać moje obawy. Z zadaniem budowania nastroju grozy twórcy świetnie sobie poradzili. Wszystko tu do siebie pasuje: muzyka, dźwięki dobiegające z otoczenia wystrój lokacji i oświetlenie. Im dalej brniemy tym bardziej narasta w nas uczucie paranoi. Za każdym razem gdy usłyszymy dobiegający z góry łoskot ciarki przechodzą nam po plecach.
Jak już pisałem akcja Alien: Isolation rozgrywa się po wydarzeniach z pierwszego filmu. I trudno mi wskazać drugą grę, która z taką pieczołowitością odwzorowuje materiał źródłowy. Wszystko wygląda tu jak w filmie. Każdy detal idealnie komponuje się z resztą otoczenia. Obraz jest nieco ziarnisty, jak na starych filmach. Interfejs mapy śnieży i momentami skacze jakbyśmy ją oglądali na telewizorze z kineskopem. Krótko mówiąc gra jest prawdziwą ucztą dla fanów obcego. Polecam grać ze słuchawkami na uszach i przy zgaszonym świetle.
Bohaterką Alien: Isolation jest Amanda Ripley, córka Ellen. Próbując ustalić co się stało z matką trafia on na stację kosmiczną Sevastopol. Niestety wspomniana stacja okazuje się być opanowana przez bandy szabrowników i oszalałe androidy. No i jest jeszcze obcy. No właśnie - podobnie jak w filmowym pierwowzorze w grze spotkamy tylko jednego xenomorfa. Za to sprytniejszego niż w pozostałych grach z obcymi w roli głównej. Jego SI ma być jednym z głównych atutów gry. Zdaniem twórców ma on adaptować się do naszego zachowania. Na tą chwilę jestem jednak na zbyt wczesnym etapie gry by móc zweryfikować te zapewnienia.
Jeśli idzie o przynależność gatunkową to gra jest skradanką tyle, że w odróżnieniu od większości przedstawicieli tego nurtu kładzie nacisk na omijanie przeciwników zamiast eliminowania ich z ukrycia. Amunicji mamy jak na lekarstwo a napastnicy mogą łatwo nas wykończyć jednym strzałem, przynajmniej na wyższych poziomach trudności. W AI zastosowano również ciekawy system zapisu gry. Po całej stacji rozsiane są służące do tego automaty. Aby zapisać postęp musimy dostać się do któregoś z nich co może być problematyczne gdy otaczają nas przeciwnicy.
Alien: Isolation jest pozycją obowiązkową dla fanów obcego. Gracze nie będący fanami serii również powinni po nią sięgnąć jeśli lubią dobry horror bądź skradankę. Jeśli gra będzie trzymać poziom przez cały czas trwania to szykuje się nam mocny kandydat do miana gry roku.
Lubię fantastykę i lubię horrory. Nic więc dziwnego, że jestem fanem serii będącej kwintesencją obu gatunków. Jeśli idzie o gry to ostatnimi czasy nie miała ona szczęścia. Aliens: Colonial Marines nikt przy zdrowych zmysłach nie nazwałby dobrym shooterem. Nic więc dziwnego, że miłośnicy xenomorfów z niecierpliwością czekali na premierę gry mającej być powrotem do korzeni. Historia opowiedziana w Alien: Isolation rozgrywa się bowiem po wydarzeniach przedstawionych w filmie "Obcy: ósmy pasażer Nostromo". Jedyne co mnie niepokoiło to wybór studia. Creative Assembly znam tylko z serii Total War. Trudno było przewidzieć jak firma specjalizująca się w strategiach poradzi sobie z horrorem.
Na szczęście wystarczyło pierwsze pół godziny z grą by rozwiać moje obawy. Z zadaniem budowania nastroju grozy twórcy świetnie sobie poradzili. Wszystko tu do siebie pasuje: muzyka, dźwięki dobiegające z otoczenia wystrój lokacji i oświetlenie. Im dalej brniemy tym bardziej narasta w nas uczucie paranoi. Za każdym razem gdy usłyszymy dobiegający z góry łoskot ciarki przechodzą nam po plecach.
Jak już pisałem akcja Alien: Isolation rozgrywa się po wydarzeniach z pierwszego filmu. I trudno mi wskazać drugą grę, która z taką pieczołowitością odwzorowuje materiał źródłowy. Wszystko wygląda tu jak w filmie. Każdy detal idealnie komponuje się z resztą otoczenia. Obraz jest nieco ziarnisty, jak na starych filmach. Interfejs mapy śnieży i momentami skacze jakbyśmy ją oglądali na telewizorze z kineskopem. Krótko mówiąc gra jest prawdziwą ucztą dla fanów obcego. Polecam grać ze słuchawkami na uszach i przy zgaszonym świetle.
Bohaterką Alien: Isolation jest Amanda Ripley, córka Ellen. Próbując ustalić co się stało z matką trafia on na stację kosmiczną Sevastopol. Niestety wspomniana stacja okazuje się być opanowana przez bandy szabrowników i oszalałe androidy. No i jest jeszcze obcy. No właśnie - podobnie jak w filmowym pierwowzorze w grze spotkamy tylko jednego xenomorfa. Za to sprytniejszego niż w pozostałych grach z obcymi w roli głównej. Jego SI ma być jednym z głównych atutów gry. Zdaniem twórców ma on adaptować się do naszego zachowania. Na tą chwilę jestem jednak na zbyt wczesnym etapie gry by móc zweryfikować te zapewnienia.
Jeśli idzie o przynależność gatunkową to gra jest skradanką tyle, że w odróżnieniu od większości przedstawicieli tego nurtu kładzie nacisk na omijanie przeciwników zamiast eliminowania ich z ukrycia. Amunicji mamy jak na lekarstwo a napastnicy mogą łatwo nas wykończyć jednym strzałem, przynajmniej na wyższych poziomach trudności. W AI zastosowano również ciekawy system zapisu gry. Po całej stacji rozsiane są służące do tego automaty. Aby zapisać postęp musimy dostać się do któregoś z nich co może być problematyczne gdy otaczają nas przeciwnicy.
Alien: Isolation jest pozycją obowiązkową dla fanów obcego. Gracze nie będący fanami serii również powinni po nią sięgnąć jeśli lubią dobry horror bądź skradankę. Jeśli gra będzie trzymać poziom przez cały czas trwania to szykuje się nam mocny kandydat do miana gry roku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz