Ten blog miał być wyłącznie o mmo ale niech tam. Grę o której mowa można z czystym sumieniem polecić każdemu. Jeśli zaś, Drogi Czytelniku, jesteś fanem przygód mrocznego rycerza jest to dla Ciebie pozycja obowiązkowa. Batman: Arkham Origins kupiłem na Steam w preorderze i pobrałem jak tylko gra stała się dostępna. Tak na marginesie - gra już jest do ściągnięcia na Piratebay (na 3 miejscu globalnego top100). Z jednej strony fakt ten cieszy bo świadczy o popularności najnowszego dziecka WB Games. Z drugiej może budzić zastrzeżenia co do jakości zabezpieczeń jakie Valve stosuje w swoim sklepie. Nie jest to pierwszy przypadek kiedy gra sprzedawana przez Steam w tempie ekspresowym trafia na torrenty. Poniżej znajduje się opis moich wrażeń po rozegraniu pierwszych pięciu godzin.
Gdybym miał podsumować trzecią odsłonę serii jednym zdaniem powiedziałbym: to samo co poprzednie części, tyle że wszystkiego jest więcej. System walki prawie identyczny jak w Arkham City, lekko odświeżone gadżety i drzewko umiejętności. Nowością jest wprowadzenie nowego systemu achievmentów (Dark Knight System), który umożliwia nam zdobycie dodatkowych gadżetów. Moim zdanie pomysł niezbyt przemyślany - wszystkie skille powinny być dostępne za punkty doświadczenia.
Do gry dodano tryb multiplayer, w którym wcielamy się w Batmana i Robina albo przestępców. Na razie nie miałem okazji pograć toteż wszystko co wiem na ten temat pochodzi z drugiej ręki. Z tego co wyczytałem mamy do czynienia z mieszanką deadmatchu i zabawy w chowanego: gacek i jego pomocnik usiłują zdjąć zbirów po cichu podczas gdy tamci próbują ich odszukać.
Mapa, po której biegamy to Gotham z czasów przed wzniesieniem Arkham City bo też i sama gra jest prequelem i akcję osadzono pięć lat wcześniej, gdy Batman dopiero rozpoczynał swoją karierę. W porównaniu z poprzednią częścią mieścina nieco się rozrosła, na szczęście dodano system szybkiego podróżowania. Oprócz głównej fabuły mamy całą masę misji pobocznych, które dzielą się na kilka rodzajów. Możemy podsłuchiwać policję by dowiedzieć się czy ktoś w pobliżu nie próbuje popełnić przestępstwa. Po przychwyceniu wiadomości wyświetla się wskaźnik odmierzający odległość od miejsca zdarzenia i możemy wkraczać do akcji.
Jeśli znudzi nam się napieprzanie bandziorów możemy zająć się dochodzeniami. Jest to znany z poprzedniej części tryb szukania poszlak. Tutaj został on rozbudowany. Nasze zadanie polega na zrekonstruowaniu przebiegu wydarzeń na miejscu zbrodni. Rezultatem naszych działań jest komputerowa symulacja danego przestępstwa.
Spośród misji podocznych najbardziej jednak przypadł mi do gustu Most Wanted System. Oprócz bossów z głównej fabuły będziemy mieli okazję pokonać 8 dodatkowych zbirów (między innymi Riddler, Anarky, Calendar Man). Zanim jednak będzie można dobrać im się do skóry czeka nas kilka dodatkowych zadań, jak rozbrajanie bomb w przypadku Anarky.
Jeśli chodzi o główną fabułę to przedstawia się ona następująco: Black Mask wyznaczył nagrodę wysokości 50 mln dolarów za głowę nietoperka. Chętnych do jej zainkasowania jest ośmioro. Batman musi dopaść Czarną Maskę pokonując po drodze wszystkich zabójców. W chwili pisania tego posta ma za sobą walki z dwoma pierwszymi bossami i niestety muszę przyznać, że fabuła jest jednym ze słabszych aspektów gry. Nie powinno to dziwić. Scenariusz do pierwszych dwóch części serii napisał Paul Dini, którego fanom przygód Batmana przedstawiać nie trzeba. Za fabułę Arkham Origins odpowiada dwóch panów, którzy wcześniej pracowali przy Assassin's Creed i Prince of Persia. Pozostaje mieć nadzieję, że w późniejszych rozdziałach będzie lepiej.
Oprawa audiowizualna stoi na przyzwoitym poziomie. Dopatrzyłem się kilku pomniejszych bugów ale w dniu premiery to rzecz zrozumiała i pewnie zostaną one szybko załatane. Te kilka godzin jakie spędziłem przy grze to stanowczo za mało by wydać ostateczny werdykt. Na razie moje nastawienie do Arkham Origins określiłbym jako ostrożny optymizm. Po ukończeniu gry postaram się napisać przynajmniej mini-recenzję a jeśli czas pozwoli to i coś dłuższego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz