Na pierwszy ogień (dosłownie i w przenośni) w moim cyklu 10 mmo w 10 dni wybrałem Firefall: shooter mmo firmy Red 5 Studios, którego akcja rozgrywa się na ziemi w niedalekiej przyszłości. Jak to często bywa w science fiction najechali nas kosmici z innego wymiaru a nasza postać jest ostatnią nadzieją ludzkości na ich pokonanie. Krótko mówiąc fabuła nie poraża ale to przecież mmo. Nikt nie będzie grał w Firefall ze względu na fabułę. Na wstępie chciałbym dodać, że na ogół nie grywam w shootery, dlatego oceniam grę przede wszystkim z perspektywy gracza mmo. Miłej lektury.
O powstawaniu tej gry można by napisać może nie książkę ale na pewno sążnisty artykuł. Premierę kilka razy przesuwano. Gra podlegała dość istotnym zmianom (na pewnym etapie twórcy wywalili całe pvp ponieważ nie odpowiadało ich oczekiwaniom). W zeszłym roku Red 5 zwolniło 10% pracowników i zdawało się, że los gry wisi na włosku. Na szczęście jakiś czas potem, po pozbyciu się poprzedniego ceo, firma wyszła na prostą. 29 czerwca gra oficjalnie zawitała na rynku. Piszę oficjalnie gdyż open beta trwała przeszło rok. Właśnie podczas trwania open bety zetknąłem się z grą po raz pierwszy. Wrażenia miałem takie sobie. Głównie dlatego, że wszystkiego było tu mało.
Na szczęście ponad rok testów został dobrze wykorzystany przez Red 5. W chwili obecnej Firefall to całkiem niezłe mmo. Questów jest masa i zaimplementowano dynamiczne eventy. Niestety większość z nich jest typowa dla branży: zabij x stworków, zbierz x itemów itd. Brakuje mi tylko dungeonów. I świat jak na standardy mmo do największych nie należy. Bardzo przypadły mi do gustu misje z kampanii (główna fabuła). Poniżej zamieszczam filmik ilustrujący gameplay z pierwszej instancji.
Zamiast klas nasza postać może ubierać różne rodzaje pancerza (battle frame) i to od nich zależeć będą dostępne jej umiejętności. Nic więc dziwnego, że mamy tylko jeden slot na postać. Niestety każdy battle frame będziemy musieli levelować oddzielnie co może się wiązać z koniecznością robienia tego samego contentu po kilka razy. Możliwości tworzenia różnych buildów w zasadzie brak. to co możemy robić zależy wyłącznie od naszego sprzętu. Nie ma tu żadnego systemu umiejętności. Nawet skille zależne od battle frame to itemy które slotujemy w pancerzu.
W grze mamy nawet całkiem rozbudowany crafting. Zamiast profesji mamy tu drzewka technologii i aby móc wytwarzać dobrej jakości wysokolevelowy sprzęt będziemy musieli zainwestować sporo zasobów w ich rozwój. Surowce, oprócz wydobywanego z ziemi żelaza pozyskujemy z przeciwników oraz poprzez recykling znalezionych przedmiotów. Sam proces wytwarzania przypomina crafting w Neverwinter: my tylko kolejkujemy zadania a resztę gra robi za nas.
Dla amatorów pvp Firefall ma do zaoferowania pojedynki oraz specjalną strefę przeznaczoną na open world pvp. Broken Peninsula, bo tak się owa mapa nazywa to bogaty w zasoby obszar. O kontrolę nad nim walczą drużyny graczy mogące liczyć do 20 osób. Podsumowując jest raczej ubogo, zwłaszcza, że to shooter.
Firefall jest grą free to play z item shopem. Asortyment sklepu jest raczej typowy jak na mmo. Red 5 zarabia głównie na kosmetyce (jeśli idzie o wygląd naszej postaci ilość darmowych opcji jest naprawdę skromna) i oszczędzaniu graczom grindu. Mamy więc boosty do doświadczenia, możliwość natychmiastowego craftingu, zakup wysokolevelowych battle frame i tym podobne.
Podsumowując - mimo iż w najbliższym czasie nie wrócę do Firefall (mam za dużo roboty przy pisaniu tego cyklu) to po zakończeniu testów nie wywaliłem gry z dysku. W przyszłości, gdy mój harmonogram będzie nieco lżejszy na pewno do poświęcę jej kilkanaście godzin. Wam również polecam Firefall. Warto dać tej grze szansę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz