wtorek, 11 listopada 2014

Dziki kapitalizm i chińskie eSports, czyli jak uczyć się na cudzych błędach

Na zachodzie, w szczególności w Europie, w pełni profesjonalna scena eSports z imprezami oglądanymi przez miliony widzów i kontraktami graczy opiewającymi na miliony euro to dosyć odległa przyszłość. Nawet w Azji, gdzie branża kwitnie kwoty jakimi się obraca trudno porównywać z pieniędzmi, które u nas (w Europie, nie w Polsce) zarabia się na piłce. Warto jednak zawczasu zastanowić się nad przyszłością dyscypliny. Przeglądając jakiś czas temu newsy ma stronach zajmujących się rozrywką online trafiłem na artykuł opisujący realia funkcjonowania chińskiej branży eSports. Obrazek, jaki rysuje mi się po jego lekturze jest dość ponury i powinien stanowić przestrogę dla osób planujących budować scenę eSports w Europie.

Przekupstwo, wycieczki do burdeli albo barów karaoke to typowe metody jakie poszczególne kluby używają do podbierania sobie zawodników. Gracz opuszczający klub w drodze dyscyplinarnej by jego nowy opiekun nie musiał płacić za transfer to również często spotykany obrazek. Branża przypomina trochę dziki zachód i pewnie sporo czasu będzie musiało upłynąć zanim zdąży się ucywilizować. Jeśli w ogóle do tego dojdzie. Warto pamiętać, że w odróżnieniu od klasycznych sportów każda gra ma swój cykl życia. Wcześniej czy później LoL, DotA i cała reszta obecnej czołówki doczekają się następców. To komplikuje życie osobom chcącym budować profesjonalną ligę eSports.

Nie pomaga fakt, że platformy streamingowe rekrutują w Chinach najlepszych graczy proponując im stawki, z którymi kluby nie są w stanie konkurować. Widoczny na zdjęciu powyżej Wei "CaoMei" Han-Dong zrezygnował z dalszego uczestnictwa w zawodach w zamian za kontrakt opiewający na 817 tys. dolarów. Lekarstwem na to bolączki mogłoby być powołanie do życia federacji skupiającej pod jednym parasolem najważniejsze gry i regulującej transfery zawodników w podobny sposób jak to wygląda w zawodowym sporcie. Pytanie tylko czy wydawcy gier poszliby na taki układ.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz