poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Ciężkie jest życie miłośnika klawiatury

Kilka dni temu kupiłem Dark Souls 2. Z niecierpliwością czekałem aż Steam skończy pobierać grę. Zainstalowałem ją, odpaliłem i... klops. Po pierwszych pięciu minutach zdecydowałem się odłożyć  grę na później. Tym samym najnowsza produkcja From Software zasiliła zaszczytne grono (między innymi Deus Ex, Wiedźmin 2, Hitman Absolution) tytułów "za które kiedyś się wezmę". Gwoli ścisłości w grupie tej znajduje się około 80% mojej biblioteki co jest normą dla większości użytkowników sklepu Valve. Powody dla których odkładam gry na później bywają różne. Albo nie mam czasu albo chęci. W tym wypadku przyczyna była dosyć prosta: instalując grę liczyłem na to, że będę w niej walczył z potworkami, nie z interfejsem.

Każdy kto choćby pobieżnie interesuje się grami wie, że jeśli dany tytuł wychodzi jednocześnie na pc i konsole gracze pecetowi będą się musieli użerać z kulawym sterowaniem. Do dziś pamiętam irytację podczas przechodzenia Dragon Age: Origins. Grając wysokolevelowym magiem trzeba było nieraz odpalać aktywną pauzę i wyszukiwać potrzebne zaklęcie w księdze. Wszystkie czary znane mojej postaci nie mieściły się na hotbarze. Od ładnych kilku lat pececiarze traktowani są jak klienci drugiej kategorii.

Poprzednik DS2 nie był pod tym względem lepszy. Bez doinstalowania kilku modów stworzonych przez społeczność w Dark Souls nie dało się grać przy pomocy myszy i klawiatury. W przypadku dwójki grać się da. I tyle, na komfort nie mamy co liczyć. Mimo, że klawa ma trochę więcej niż osiem przycisków gra tego nie wykorzystuje. Kartę postaci, ekwipunek itd. musimy sobie otwierać z zakładek.

Problem ten już niedługo zagości w segmencie gier mmo. Dotychczas wychodziły one niemal wyłącznie na pc. Wcześniej czy później to się zmieni. The Elder Scrolls Online jest tego najlepszym przykładem. Gdyby nie fakt, że gra wyjdzie dodatkowo na xbox one i ps4 mielibyśmy pod ręką więcej ni sześć umiejętności. Na rynku istnieją co prawda inne mmo, gdzie interfejs opiera się na zasadzie skill deck'u (w danej chwili mamy do dyspozycji kilka skilli, które wybieramy sobie z większej ich grupy). Jednak slotów mamy z reguły trochę więcej. Zaś w sytuacji, gdy ich liczba jest porównywalna z tą z TESO zestaw umiejętności do wyboru jest dosyć ubogi. Najlepszym przykładem jest tu Neverwinter. Nie licząc pasywów mamy tu siedem slotów ale skilli dostępnych dla danej klasy jest może 10% tego co w grze Elder Scrolls.

Kolejnym problemem jest grafika. Konsole są do tyłu za pecetami i nic nie wskazuje na to by w najbliższym czasie miało się to zmienić. O ile jednak można argumentować, że developer nie może rozwijać równocześnie dwóch interfejsów do tej samej gry o tyle trudno mi zrozumieć czemu twórcom co poniektórych gier nie chce się choćby podrasować tekstur dla pecetowej wersji. Elder Scrolls wygląda gorzej niż Guild Wars 2 a jest grą młodszą o dwa lata.

Podobnie jest w przypadku DS2. Oprawa graficzna nie poraża. Co prawda znajdzie się kilku zapaleńców, którzy przygotują odpowiednie mody ale nie powinno być to wymówką dla developera. From Software drugi raz z rzędu wypuściło zrobiony na odwal się port na pc. A my go i tak kupimy bo w końcu lepsza taka gra niż żadna, jak to ma miejsce z najnowszą odsłoną GTA.

Można zawsze mieć nadzieję że kontrolery kolejnych generacji będą rozwijać się w takim kierunku by pisany pod nie interfejs łatwiej było przerabiać na potrzeby myszek i klawiatur. No nic, pora wracać do TESO. Został mi jeden wolny slot na pasku. Pora zdecydować, która z trzydziestu umiejętności, które mogę w nim umieścić nada się najlepiej...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz