sobota, 3 maja 2014

The Elder Scrolls Online - recenzja

Litwo! Ojczyzno moja! ty jesteś jak zdrowie. Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie, Kto cię stracił. Co powyższy wers Mickiewicza ma wspólnego z The Elder Scrolls Online? Otóż podobnie jak w życiu, w mmo pewne rzeczy zaczynamy doceniać dopiero gdy zostaną nam odebrane. Innymi słowy, systemy na które w większości gier nie zwracamy uwagi zaczynamy cenić w momencie dopiero gdy zobaczymy jak developer jakiegoś innego mmo daną mechanikę spieprzy. Uczucie, że gdzieś już to wszystko widziałem tylko zrobione lepiej towarzyszyło mi od początku grania. Nie oznacza to jednak, że mamy tu do czynienia z kompletnym gniotem pokroju pierwszej edycji Final Fantasy XIV. Wprost przeciwnie. Pewne rozwiązania zastosowane w TESO bardzo mi się spodobały. Wielka szkoda, że te perełki niemal giną w zalewie bugów, niedoróbek i rozwiązań zaczerpniętych z gier single player bez oglądania się na ich funkcjonowanie w środowisku mmo.

Jakiś czas temu zamieściłem na blogu post z prognozami na rok 2014. The Elder Scrolls Online był moim głównym pretendentem do miana klapy roku. Po ponad miesiącu (lub dwóch jeśli liczyć betę) muszę przyznać, że jest nieco lepiej niż się spodziewałem. Po części jest to wynik umiarkowanych oczekiwań względem gry a po części tych kilku aspektów mmo, z którymi TESO radzi sobie naprawdę dobrze. Skoro o oczekiwaniach mowa to zanim przejdę do właściwej recenzji chciałbym rozprawić się z jednym z zarzutów najczęściej wysuwanych pod adresem gry.

Chodzi tu oczywiście o model rozgrywki będącym syntezą klasycznego mmo i tego co znamy z wcześniejszych odsłon serii Elder Scrolls. Autorzy obiecywali nam, że TESO będzie jak gra w Skyrim z innymi ludźmi. Moim zdaniem każdy, kto im uwierzył nie wie nic o mmo ani o Elder Scrolls. Tych dwóch typów gier zwyczajnie połączyć się nie da. Tym bardziej w sytuacji gdy poprzednie części serii był sandboxami dla jednego gracza a mmo ma być themeparkiem. Jeżeli ktoś siada do gry z przeświadczeniem, że czeka go sequel Skyrim z opcją multiplayer srodze się rozczaruje. Z tego powodu trudno mi zrozumieć zawodzenia co poniektórych recenzentów, że nie czują się jakby grali w kolejną część sagi Elder Srolls.

Niestety sami autorzy uwierzyli w swoje zapewnienia. Widać to od samego początku naszej przygody z TESO. Próbowali osiągnąć cel niemożliwy do osiągnięcia. Wyświadczyli tym samym niedźwiedzią przysługę swojej grze. Dziecko Zenimax Online cierpi na kryzys tożsamości. Developerzy nie do końca wiedzieli czy chcą stworzyć mmo czy single player rpg. Efektem ich pracy jest kompromis pomiędzy tymi dwoma typami gier. A kompromisy mają to do siebie, że nigdy nie zadowolą w pełni żadnej ze stron. Nie wiem czy nie byłoby lepiej, gdyby TESO przerobić na pseudo mmo w stylu Guild Wars 1 czy Vindictus, gdzie świat gry jest poszatkowany na instancje a innych graczy widujemy tylko w miastach albo podczas wypadów w teren gdy jesteśmy w jednej drużynie. W ten sposób twórcy wyeliminowaliby największy problem jaki TESO ma z pve - grouping poza dungeonami. Szerzej o tym będzie mowa dalej.

Skoro kwestię "Skyrim online" mamy za sobą pora przejść do właściwej recenzji. W przypadku każdego mmo należy się spodziewać problemów podczas startu. Nie inaczej jest w przypadku TESO. Niestety jeśli porównać launch gry z premierami innych mmo to produkt Zenimax Online plasuje się bliżej Anarchy Online niż Rift. Ilość bugów do najniższych nie należy i mimo, że gra wystartowała przed miesiącem dalej trafiają się babole w niskolevelowych strefach. Jakiś czas temu głośno było o wykryciu buga umożliwiającego powielanie niektórych itemów w nieskończoność. Nie pamiętam kiedy ostatni raz zdarzyło mi się grać w mmo z taką ilością botów. Niedawno Zenimax Online podał do publicznej wiadomości, że ich działalności dotyczy 85% ticketów wysyłanych przez graczy. Poniżej zamieszczam filmik prezentujący farmerkę bossa w wykonaniu botów.



Skoro o wysyłaniu ticketów mowa to sposób w jaki problem ten został rozwiązany przywołuje na myśl rozwiązania w mmo sprzed 10 lat. Zamiast raportować spamera jednym kliknięciem trzeba wypełnić formularz. W ramach rekompensaty za wspomniane wyżej niedogodności oraz częste przerwy w funkcjonowaniu serwerów podczas pierwszych tygodni gracze otrzymali niedawno dodatkowe 5 dni darmowego grania.

Grafika w TESO nie powala. Nikt nie spodziewa się rzecz jasna by świeżo wydane mmo dorównywało pod tym względem nowym grom single player. Niestety nawet jeśli porównamy grę z konkurencją jak choćby o dwa lata starszą Guild Wars 2 również nie jest dobrze. Co innego styl. W odróżnieniu od większości mmo autorzy odpuścili sobie cukierkową stylistykę à la World of Warcraft. Zamiast tego postawili na realizm właściwy poprzednim grom z serii Elder Scrolls. Estetyka TESO bardzo przypadła mi do gustu. Nigdy nie pałałem sympatią do pstrokatych kolorków i postaci żywcem wziętych z kreskówek.


Oprawa dźwiękowa stoi na najwyższym poziomie. Soundtrack gry śmiało można zaliczyć do grona najlepszych, jakich doczekały się gry mmo. Autorzy postarali się o pełny voiceover questów za co należą im się brawa (choć tu i ówdzie znajdzie się kilku npc'ów których głosy zupełnie nie pasują do postaci). Do efektów dźwiękowych również nie da się przyczepić.

Jak w każdym mmo przygodę zaczynamy od stworzenia postaci. Do wybory mamy trzy frakcje: Aldmeri Dominion, Daggerfall Covenant i Ebonheart Pact. Do każdej z nich przypisano trzy rasy. Posiadacze Explorer Pack (osoby, które zamówiły edycje kolekcjonerską lub zwykłą w przedsprzedaży) mają pełną swobodę w wyborze rasy i sojuszu. Możliwość grania dziesiątą rasą - cesarskimi to luksus zarezerwowany wyłącznie dla posiadaczy droższego wydania. Tu zaczynają się moje problemy z grą. Model biznesowy TESO zdążyłem już skrytykować kilka razy na łamach tego bloga. Dlatego nie zamierzam się w tym miejscu rozwodzić zbytnio nad tematem. Skoro wydawca zdecydował się na obowiązkową subskrypcję to gracze powinni mieć pełny dostęp do gry. Tego rodzaju zagrywki jak opisane wyżej na starcie zrażają ludzi do TESO.


Następnie wybieramy jedną z czterech klas. Templar to odpowiednik paladyna. Wojownik zdolny do walki w zwarciu i na dystans, który potrafi leczyć sojuszników. Dragonknight do doskonały materiał na tanka. Na dodatek dysponuje sporym wachlarzem zdolności typu crowd control. Sorcerer to archetypowy mag, mogący przyzywać na pomoc deadry. Nightblade zaś jest klasycznym łotrzykiem z bonusem w postaci zdolności do przywracania sobie i sprzymierzeńcom zdrowia, magicki oraz staminy poprzez atakowanie przeciwnika.

Każda klasa ma trzy unikalne grupy umiejętności, w ramach których możemy wykupywać zdolności aktywne i pasywne (odpowiedniki perków w Skyrim). Choć klasy są dość dobrze przemyślane uważam, że ich wprowadzenie jest krokiem wstecz dla serii Elder Scrolls. Można zrobić mmo bez nich czego najlepszym dowodem jest The Secret World.

Po wyborze rasy i klasy bohatera zostaje nam tylko dobrać imię i wygląd postaci. Amatorzy "dopieszczania" bohaterów raczej nie powinni narzekać na brak opcji. Jest ich naprawdę sporo i możemy swobodnie wpływać na niemal każdy aspekt wyglądu naszej postaci.

Rozwój bohatera w grze odbywa się wielotorowo. Głównym mechanizmem awansu są punkty doświadczenia. To dzięki nim zdobywamy kolejne poziomy, których w grze jest 50. Nie ma więc mowy o levelowaniu postaci poprzez podnoszenie umiejętności jak to miało miejsce w poprzednich odsłonach serii. Z każdym razem gdy awansujemy możemy zwiększyć o jeden punkt któryś z trzech atrybutów: zdrowie, magickę lub staminę. Dodatkowo otrzymujemy 1 punkt umiejętności. Punkty te oprócz levelowania w pve i pvp otrzymujemy za questy, dungeony i kolekcjonowanie rozsianych po świecie skyshardów. Po dojechaniu do level capa zaczynamy awansować rangi veteran (do 10). Należy w tym miejscu dodać, że szybkość levelowania jest w TESO dużo niższa niż w większości współczesnych mmo.


Podstawowym narzędziem kształtowania naszej postaci i zarazem jednym z najmocniejszych atutów gry jest system umiejętności. Naszą wyobraźnię w zakresie tworzenia rozmaitych buildów ograniczają jedynie rasa i klasa. Każda rasa ma przypisaną do siebie grupę umiejętności, na którą składają się wyłącznie pasywy. Autorom nie do końca udało się je zbalansować i tak na przykład imperial i ork mają minimalnie lepsze zdolności niż nord i argonianin, choć nie są to duże różnice. Oprócz tego mamy do wyboru: trzy grupy skilli dla różnych typów pancerza oraz sześć grup odpowiedzialnych poszczególne rodzaje broni. Można więc stworzyć sobie maga odzianego w ciężki pancerz i władającego mieczem dwuręcznym.

Gracze mogą przyłączyć się do trzech gildii: magów, wojowników i nieposkromionych (undaunted). Każda z nich oferuje dostęp do nowych umiejętności. Podobnie jak w Skyrim nasza postać może stać się wampirem lub wilkołakiem. W obu wypadkach z chwilą przemiany zyskujemy dostęp do nowych skilli. Do tego dochodzą umiejętności stworzone na potrzeby pvp oraz craftingu.

Jakby komuś tego było mało zdolności aktywne również awansują. Po osiągnięciu maksymalnego poziomu możemy każdą z nich zmorfować wzbogacając ją o nowe efekty. Podsumowując: system rozwoju postaci pozwala graczom dużą swobodę w kreowaniu bohaterów i niewiele jest gier w segmencie mmo, które pod tym względem dorównują TESO.

Szkoda tylko, że slotów na zdolności mamy sześć co mocno ogranicza nasze pole manewru. Wynika to pewnie z faktu, że gra wychodzi również na konsole. Na szczęście od 7 poziomu możemy zmieniać broń podczas walki. Zyskujemy tym samym dostęp do drugiego paska skrótów. Mimo to część potencjału jaki daje tak rozbudowany system umiejętności jest tracona. Ponadto kosz resetowania naszych skilli jest wręcz absurdalny. Na wyższych poziomach idzie w dziesiątki tysięcy golda. Każde mmo powinno zachęcać a nie zniechęcać do eksperymentowania z różnymi buildami.


O ile za system rozwoju postaci developerom należą się same pochwały, o tyle na samą myśl o interfejsie gry resztki włosów jeżą mi się na głowie. Twórcy zastosowali minimalistyczne ui rodem ze Skyrim z kilkoma drobnymi modyfikacjami. Ciekaw jestem czy podczas pisania gry komuś w Zenimax Online przyszło do głowy, że w mmo nie można włączyć pauzy. Takich luksusów jak combat log czy minimapa tu nie uświadczymy. Nie da się otworzyć na raz więcej niż jednego okna. Jeżeli np. mamy otwarty dziennik questów i odpalimy menu ekwipunku to questlog z automatu się zamyka. Nie ma również możliwości skalowania poszczególnych okienek. Myślę, że to również jest ukłon w stronę konsolowych graczy.

Czegoś takiego jak panel craftingu w grze nie ma. Podobnie jak w Skyrim aby sprawdzić listę dostępnych receptur należy użyć stacji przeznaczonej do wytwarzania itemów dla danej profesji. Jeśli więc chcemy sprawdzić czy te kilkanaście sztuk rudy jakie mamy w plecaku starczy na wykucie nowego miecza musimy wrócić do miasta i podejść do kowadła aby odpalić menu blacksmithingu. 

Brakuje również porównywarki sprzętu. Gdy chcemy porównać wspomniany wcześniej miecz z tym co nosimy obecnie należy odpalić panel ekwipunku i ręcznie porównać statystyki. Z takich perełek warto jeszcze wymienić brak możliwości wyszukiwania tekstowego w interfejsie domu aukcyjnego a raczej tego co uchodzi za dom aukcyjny w TESO.

Aby sprawdzić listę buffów i debuffów oddziałujących na naszego bohatera musimy otworzyć panel z kartą postaci co podczas walki może nastręczać pewne trudności. A nawet gdyby nie nastręczało to zamieszczone tam zestawienie nie obejmuje części efektów. Sporą ich część odwzorowano poprze zastosowanie różnego rodzaju animacji. Efekt może i wygląda ładnie ale zupełnie nie sprawdza się w praktyce. Innymi słowy: piątka za prezentację, dwója za funkcjonalność.

Sytuacje ratują trochę tworzone przez społeczność addony. Dlatego polecam zapoznać się z witryną ESOUI. Zamieszczone tam rozszerzenia pozwalają zniwelować sporą część opisanych wyżej mankamentów. Nie zmienia to jednak faktu, że interfejs jest jedną z najsłabszych stron gry. Poza tym fakt, że dane mmo wspiera wtyczki nie powinien stanowić dla jego twórców pretekstu do przygotowania ui gry na odwal się.



Walka podobnie jak Skyrim sprowadza się do spamowania tych kilku dostępnych w danej chwili zdolności i czuwania nad stanem magicki i staminy. Gra stosuje soft targeting, więc zdolnościami wymierzonymi w pojedynczy cel spudłować się nie da. Warto podkreślić, że poza cooldownem na używanie mikstur innego w grze nie uświadczymy. Dlatego system walki TESO różni się od rozwiązań stosowanych w większości starych jak i nowych mmo. Jedyny problem polega na tym, że dyskryminuje on osoby preferujące walkę w zwarciu. Stamina wykorzystywana jest do blokowania, unikania i przerywania mocniejszych ataków przeciwnika. Podobnie korzystanie z umiejętności powiązanych z bronią (nie dotyczy staffów). Dlatego postacie zorientowane na używanie magii są w lepszej sytuacji niż wojownicy. Mogą bowiem spożytkować całą swoją staminę na blok i uniki.

Skoro stronę techniczną gry mamy już z głowy pora ruszać na podbój Tamriel. TESO jest themeparkiem, który z poprzednimi częściami sagi Elder Scrolls łączy tylko wspólny świat i swoboda w rozwoju postaci. Poza tym mamy klasykę gatunku: latamy po mapie, robimy questy, raz na jakiś czas zaglądamy do dungeonów itd. Niestety pierwsze 10 leveli może co najwyżej zniechęcić do dalszej gry. Odległości między questami są spore i bez konia więcej czasu zjedzie na bieganiu niż walce (potem jest już trochę lepiej).

A wierzchowca w tej grze prędko się nie dorobimy, gdyż do najtańszych nie należą. Posiadacze edycji kolekcjonerskiej mogą nabyć szkapę za cenę 1 golda. Cała reszta ma do wyboru dwie opcje: albo kupić za ok 50 zł konia w sklepie Zenimax albo uzbierać 17000 golda do dla niskolevelowej postaci nie jest zadaniem łatwym. Wędrówkę po Tamriel ułatwi nam nieco system ołtarzy (wayshrines), pomiędzy którymi możemy teleportować się za darmo.


Questing prezentuje się dużo lepiej niż w większości konkurencyjnych mmo. Po pierwsze mamy pełny voiceover. Po drugie sporo jest w grze zadań dających nam więcej niż jedną możliwą drogę postępowania. Po zdobyciu zdolności perswazji i zastraszania odblokujemy sobie kolejne opcje dialogowe. Questy bardzo często miewają po kilka etapów a itemy otrzymywane w ramach nagrody za z reguły nie są bindowane. Można więc handlować nimi bez ograniczeń. Tego ostatniego nie widziałem dotąd w żadnym innym mmo. Z fabułą zadań bywa różnie. Sporo jest ciekawych jednak tak zwanych wypychaczy typu "zabij 10 wilków" również nie brakuje.

Warto zauważyć, że nie uświadczymy w tej grze tradycyjnych quest hubów. Aby znaleźć większość zadań na mapie będziemy musieli zejść ze szlaku. Taki questing zorientowany na eksplorację przypadł mi do gustu dużo bardziej niż znana z innych themeparków wędrówka od huba do huba i oddawanie questów hurtem. Oprócz zadań trafimy na skyshardy (stanowiące jedno z głównych źródeł punktów umiejętności), miejscówki z bossami, publiczne dungeony czy lokacje, w których możemy wytwarzać unikalne itemy. Wyczyszczenie większości map w grze zajmie nam ponad 20 godzin jeśli chcemy zajrzeć w każdy kąt. Na niedobór contentu w grze nie można więc narzekać.

W tym miejscu należy jednak wspomnieć o najpoważniejszych wadach TESO. Pierwsza dotyczy grupowego pve. Na chwilę obecną nie ma większego sensu tworzenia party poza dungeonami. Wszystkie questy i tak będziemy musieli wykonywać samodzielnie bo gra nie synchronizuje ich pomiędzy członkami drużyny. Phasing raz działa raz nie działa. Po jakimś czasie zaczynamy traktować innych graczy jak konkurencję, która podkrada nam sprzed nosa surowce i skrzynki ze skarbami oraz zabija moby potrzebne do questów. Jeden z recenzentów określił grę mianem aspołecznego mmo.

Kolejny problem to brak dynamicznego contentu. Najbliższym jego odpowiednikiem są Dark Anchors. Przypominają one rifty z mmo pod tym samym tytułem. Niestety w obecnym kształcie mechanika nadaje się tylko do wywalenia z gry. Dark Anchors pojawiają się tylko w wyznaczonych do tego celu lokacjach i sprowadzają się do ubicia określonej liczby mobków.


Dungeonów mamy dwa rodzaje: grupowe i publiczne. Te pierwsze wymagają czteroosobowych party. Gra bazuje na sprawdzonej triadzie tank healer dps. Mimo, że mmo wymaga od gracza pewnej dozy zręczności lochom w TESO bliżej do World of Wracraft bliżej niż tym z Guild Wars 2. Walka z bossem to układanka i gra kładzie nacisk na rozpoznanie mechaniki rządzącej jego atakami. Po dojechaniu do 50 poziomu zyskujemy dostęp do veteran dungeonów. Są to trudniejsze wersje grupowych instancji. W TESO zaimplementowano group finder choć w obecnym kształcie wymaga on kilku poprawek. Na plus zaliczam developerom, że odpuścili sobie implementację systemu currency (przynajmniej na razie). Dlatego nie musimy się martwić o farmienie tokenów.

Jeśli idzie o publiczne dungeony to większość z nich można bez problemu solować. Niestety na ogół będziemy musieli dzielić instancję z innymi graczami i sporą grupką botów. Trudno mi zrozumieć czemu gra nie generuje osobnej kopii na potrzeby każdego gracza lub drużyny. To samo tyczy się zresztą instancji tworzonych na potrzeby questów.

Brak skalowania w pve również daje się we znaki. Każdy boss jest tak samo potężny bez względu na to ilu ludzi z nim walczy. Efekty najlepiej widać w publicznych dungeonach i podczas zamykania Dark Anchors. Średni czas życia bossów wynosi ok. 10 sekund o zwykłych mobach nawet nie ma co wspominać. Brakuje mi również rozwiązań typu effective level z GW2 lub mentoring system z Rift, czyli możliwości obniżenia poziomu swojej postaci. Teraz nie jest to może wielkim problemem ale za jakiś czas przepaść między graczami z długim stażem a nowo przybyłymi stanie się problemem jak w większości starszych mmo. Jeśli będę chciał pograć z kolegą, którego próbuję zainteresować TESO będę miał dwie alternatywy. Pierwszą będzie stworzenie nowej postaci. Druga opcja to latanie po niskolevelowych mapach moim veteranem i oneshotowanie wszystkiego co stanie nam na drodze.


Pvp zostało w grze ograniczone do prowincji Cyrodill. Graczy z wrogich frakcji nie spotkamy nigdzie indziej. W TESO nie ma pojedynków, battlegroundów ani aren. Alliance War sprowadza się o walki o kontrolę nad mapą. Rozwiązania zastosowane w grze przypominają te z Guild Wars 2 i Dark Age of Camelot. Podobnie jak w GW2 TESO ma grupę umiejętności dedykowaną pvp. Walczymy więc o kontrolę nad twierdzami i otaczającymi je lokacjami wykorzystując do tego celu szereg machin oblężniczych. Jeśli którejś frakcji uda się podbić całą mapę jej najwyżej punktowany gracz może zostać imperatorem. Z tą funkcją oprócz zaszczytów wiążą się konkretne bonusy (osobna grupa umiejętności). Na chwilę obecną pvp jest jednym z najmocniejszych punktów gry.

Uczucia na temat craftingu mam mieszane. Z jednej strony bowiem ilość opcji jakie oferuje, szczególnie jeśli idzie o wytwarzanie ekwipunku, jest imponująca. Z drugiej strony po mojej krótkiej przygodzie z Final Fantasy XIV oczekuję od craftingu czegoś więcej niż wybierania itemu z listy i czekania kilka sekund aż zrobi się sam. Niestety TESO pod tym względem mnie rozczarowało. Druga wada polega na powiązaniu go z systemem umiejętności. Podobnie jak w Skyrim wykup perków odbywa się za te same punkty.

Mamy do wyboru sześć profesji: alchemy, provisioning, enchanting, blacksmithing, clothing i woodworking. Alchemia działa na podobnych zasadach co w Skyrim. Provisioning to nic innego jak gotowanie. Enchanting polega na łączeniu trzech rodzajów run w glif, przy pomocy którego możemy zakląć pancerz, broń lub biżuterię.

Pozostałe trzy profesje zajmują się wytwarzaniem broni i pancerza. I właśnie tutaj crafting TESO błyszczy na tle konkurencji. Nie widziałem jeszcze mmo, które do tego stopnia pozwalałoby graczom wpływać na parametry wytwarzanych przedmiotów. Jeśli kując miecz dołożymy surowca podniesiemy jego obrażenia i jednocześnie wymagany poziom. Każdą sztukę broni i pancerza możemy wyposażyć w jedną z ośmiu cech (traits), które jednak należy uprzednio odblokować. Mało? Istnieje możliwość podnoszenia jakości przedmiotów (dość drogi interes). Kto ma ochotę wykuć sobie set będzie mógł to zrobić w specjalnych lokacjach rozsianych po Tamriel, o których wspomniałem przy omawianiu eksploracji.


Na samych statystykach zabawa się nie kończy. Każdy przedmiot musi zostać wytworzony w określonym stylu, który decyduje o wyglądzie itemu. Podstawowych stylów mamy 10, po jednym na każdą rasę. Początkowo nasza postać zna tylko jeden. Pozostałych może się nauczyć, podobnie jak czterech rzadkich stylów.

Problemy pojawiają się w momencie gdy chcemy sprzedać nasze wyroby. TESO nie ma bowiem domu aukcyjnego. Pozostaje nam handel bezpośredni z innymi graczami lub korzystanie ze sklepu gildyjnego. Ten zaś działa na identycznych zasadach co auction house w większości mmo tyle, że kupować i sprzedawać mogą wyłącznie członkowi gildii. Na szczęście możemy należeć do pięciu gildii naraz co poszerza nieco krąg potencjalnych kontrahentów. W założeniach rozwiązanie to miało stymulować rozwój społeczności, w praktyce jednak nie działa. Powstało wiele gildii działających de facto jako domy aukcyjne. Na czacie poza okazyjnymi flejmami pojawiają się niemal wyłącznie oferty kupna i sprzedaży. Sam jestem w dwóch takich gildiach i pomijając handel kontaktów ze zrzeszonymi w nich graczami nie utrzymuję. Byłoby lepiej gdyby twórcy zamiast silić się na oryginalność sięgnęli po sprawdzone rozwiązania

Recenzja wyszła nieco dłuższa niż przewidywałem pora zatem na myśli końcowe. Czy The Elder Scrolls Online jest dobrym mmo? Myślę, że dużo zależy od naszych oczekiwań. W chwili pisania tej recenzji włożyłem w grę ok dwustu godzin i nie mam zamiaru w najbliższym czasie opuszczać Tamriel. Pewne aspekty gry bardzo przypadły mi do gustu (questing, eksploracja, rozwój postaci), inne ledwo toleruję. Uważam, że TESO byłoby ciut lepszym mmo gdyby wyszło wyłącznie na pc i maki. Kilka niedoróbek znalazło się w grze tylko dlatego, że musi działać na konsolach. Dotyczy to w szczególności interfejsu i systemu walki.

Myślę, że o przyszłości gry zadecyduje najbliższe 6 miesięcy. Kluczem do przetrwania TESO będzie możliwie jak najszybsze łatanie bugów, których dalej jest pełno oraz szybkie dostarczanie nowego contentu. Wydawca obiecuje patche z częstotliwością 4-6 tygodni. Kwestią otwartą pozostaje czy uda mu się utrzymać ten harmonogram a jeśli tak to co konkretnie będziemy w tych łatkach dostawać.

To ostatnie będzie szczególnie istotne ze względu na sposób finansowania tego mmo. Abonenci nie będą w nieskończoność płacić tych 50 zeta wyłącznie za przywilej zalogowania się do gry. Nie sądzę by TESO dało radę utrzymać subskrypcji na dłuższą metę. Obstawiałbym, że do konwersji na free to play lub buy to play dojdzie w ciągu półtora roku od premiery. Na rynku gier mmo jest miejsce dla gier z subskrypcją. Ta nisza jest jednak zarezerwowana dla produktów adresowanych do wąskiego grona odbiorców i skrojonych pod ich gusty np. EVE. Nie ma tu miejsca dla nowo wydanego themeparku, gdzie każdy ma znaleźć coś dla siebie.

Dobrze się bawiłem z The Elder Scrolls Online. Planuję pozostać w Tamriel kolejne dwa miesiące by zobaczyć w jakim kierunku rozwinie się to mmo. Mimo, że po tych dwustu godzinach wrażenia mam nadal pozytywne i dalej chce mi się logować do gry nie mogę przymknąć oczu na sporą ilość niedoróbek jakich dopuścili się autorzy. Stąd taka a nie inna ocena.

PLUSY:

+ rozbudowany system umiejętności
+ wciągające questy
+ dopracowane pvp
+ pve zorientowane na eksplorację świata
+ dopracowany crafting

MINUSY:

- grafika gorsza niż w większości nowych mmo
- interfejs rodem z gry single player niedostosowany do realiów mmo
- model finansowania oparty o abonament
- niedopracowany grouping
- brak dynamicznych eventów
- brak skalowania postaci poza pvp
- duża liczba botów

OCENA: 6/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz