sobota, 24 maja 2014

Black Gold Online (beta) - pierwsze wrażenia

Kilka dni po tym jak opublikowałem post dotyczący modelu biznesowego Black Gold Online udało mi się załapać do zamkniętej bety. Ze względu na brak czasu mogłem poświęcić grze raptem 10 godzin. To zdecydowanie za mało by sprawdzić choćby pobieżnie wszystkie aspekty danego mmo. Na chwilę obecną mogę powiedzieć, że BGO jest pozycją godną uwagi, szczególnie dla miłośników pvp. Beta rozwiała obaw jakie miałem w związku z grą. O tym co mi się podobało a co nie możecie przeczytać poniżej.

Tytułowe Black Gold to surowiec o który walczą między sobą dwie frakcje zamieszkujące krainę Montel, w której osadzono grę. Isenhorst skupia rasy, które swoją cywilizację zbudowały w oparciu o technologię. Z kolei ludy zaliczane do Erlandir specjalizują się w magii. Tyle jeśli chodzi o lore. Nie ma większego sensu traktować powyższego opisu poważnie skoro sami developerzy tego nie robią (grając postacią z Isenhorst można zostać magiem). Jeśli komuś marzył się epicki pojedynek magia vs technologia to czeka go zawód. Większość klas jest wspólna.

Skoro o klasach mowa to przydałoby się napisać kilka słów o procesie tworzenia postaci. Kreator nie odbiega od standardu przyjętego w branży. Najpierw wybieramy frakcję. Następnie musimy się zdecydować na jedną z ras. Isenhorst i Erlandir mają dostępne po trzy, z tym że podczas bety wybór dla każdej frakcji ograniczono do dwóch ras. Następnie przychodzi czas na klasę. Jest ich dwanaście. Przy wyborze musimy jednak liczyć się z ograniczeniami wynikającymi z rasy. Same klasy zbyt oryginalne nie są. Ogólnie rzecz ujmując są to różne warianty maga, wojownika i łotra.

Jeśli idzie o wygląd bohatera to opcji mamy sporo. Można tylko ponarzekać na małą liczbę fryzur i twarzy. Sposób w jaki wybieramy kolor włosów i oczu również nie zachwyca. Zamiast palety barw mamy trzy suwaki, których wygoda użytkowania pozostawia wiele do życzenia. Po stworzeniu bohatera przechodzimy krótki tutorial i możemy ruszać w świat.
Gra powstała na dalekim wschodzie co widać od razu. Nigdy nie byłem miłośnikiem anime. Steampunk to również nie moje klimaty. A w tej grze mamy jedno i drugie. Dlatego jeśli idzie o estetykę Black Gold Online zdecydowanie nie jest w moim guście. To jednak kwestia osobistych preferencji. Znajdą się i tacy, którym mangowy styl przypadnie do gustu. Oprawa dźwiękowa stoi na przyzwoitym poziomie. Nie jest to co prawda ta sama liga co Guild Wars 2 czy The Elder Scrolls Online ale kilka motywów wpada w ucho.

BGO wykorzystuje interfejs o strukturze typowej dla gier mmo. Nie doszukamy się tu żadnych innowacji w stosunku do gier konkurencji. Może to i lepiej. TESO pokazało, że przynajmniej jeśli idzie o ui nowe nie zawsze znaczy lepsze. Każdy, kto ma na koncie choć jedno mmo po kilku minutach nie będzie miał większych problemów ze zlokalizowanie potrzebnego mu w danej chwili menu. Irytowały mnie tylko upierdliwe komunikaty o prezentach za zalogowanie się.

Moje obawy odnośnie zbytniej koncentracji na pvp zostały częściowo rozwiane. Black Gold to bardziej themepark z dodatkami niż sandbox. Podobnie jak w WoW czy Rifcie biegamy po mapie i robimy questy. Tu i ówdzie trafiają się dynamiczne eventy. Miłośnicy pve mają do dyspozycji trzy rodzaje instancji: mini dungeony, zwykłe lochy przeznaczone dla trzyosobowych drużyn (tank healer i dps) oraz adventures. Te ostatnie to odpowiednik skirmishy znanych choćby z  Lord of the Rings Online czy Neverwinter. Część adventures ma charakter pvp. Na wyższych levelach dochodzą nam rajdy.

Oprócz tego przemierzając kontynent Montel możemy się natknąć na wejścia do Chambers of Greed. Są to publiczne dungeony z opcjonalnym pvp. Możemy sprzymierzyć się z napotkanymi graczami by łatwiej pokonać strzegącego skarbów bossa albo utłuc ich by zatrzymać cały loot dla siebie.

Wszystkie opisane wyżej atrakcje nie zmieniają jednak faktu, że pvp będzie w BGO odgrywać główną rolę. Po pierwsze, podobnie jak w poprzedniej produkcji Snail Games czyli Age of Wushu mamy open world pvp. Istnieje również możliwość aktywowania "slaughter mode" pozwalającego atakować npc'ów oraz graczy z własnej frakcji. Krótko mówiąc nigdy nie będziemy się czuć bezpieczni. Jeżeli nie chce nam się latać po mapie w poszukiwaniu przeciwników mamy do dyspozycji areny oraz battlegroundy. Na potrzeby walk pomiędzy gildiami autorzy stworzyli Energy Wells - bitwy dla ponad setki graczy o kontrolę nad wydzielonym fragmentem mapy.

Gra wykorzystuje system walki żywcem wzięty z Guild Wars 2. Cel zaznaczamy tabem, mamy do dyspozycji ograniczoną ilość umiejętności, które wybieramy z szerszego zestawu i oczywiście możemy unikać ciosów przeciwnika stosując uniki. Główną różnicą jest nieco lepsza niż w GW2 obsługa telegrafów.

Tyle jeśli idzie o walkę postacią. W BGO mamy dodatkowo możliwość prowadzenia starć mechem bądź wierzchowcem (zależnie od wybranej frakcji). Każdy mount, który umożliwia walkę (w grze mamy również możliwość zdobycia mountów niebojowych) dysponuje dwoma atakami i zadaje znacznie większe obrażenia niż nasza postać. Żeby nie było za dobrze nie będziemy mogli z niego korzystać we wszystkich lokacjach. Mounty służące do walki możemy upgrade'ować ale ich utrzymanie (paliwo i naprawa) kosztuje. W założeniu ma to być jedna z głównych atrakcji gry. Mi walka przy użyciu mountów wydała się odrobinę toporna. Jednak te kilka walk to za mało by wyrobić sobie opinię. Na późniejszych etapach, kiedy rozwiniemy swojego mecha może być lepiej.

W poprzednim poście o BGO pisałem o systemie kupowania łupów za pieniądze. Okazuje się, że jest nieco lepiej niż przypuszczałem. Rozwiązanie zastosowane w becie różni się nieco od tego, które wydawca opisuje na swojej stronie. Loot zapisywany jest w godzinnych odstępach (1 save na 60 minut) i nie jako lista przedmiotów. Zamiast tego do każdego pliku save przypisana jest określona liczba value points. Im wyższa wartość tego współczynnika tym lepszy loot możemy otrzymać z danego save'a. Wspomniane punkty zyskujemy za zabijanie mobów, pvp, questy, instancje itd. W ciągu doby pierwsze dwa pliki możemy otrzymać za darmo, za kolejne musimy płacić. Jeśli system płacenia za loot trafi do finalnej wersji gry w takiej postaci jaką ma w becie tragedii nie będzie. Tym bardziej, że wspomniany save po wykupieniu trafia do naszego plecaka jako item, który może zostać sprzedany innym graczom. Będzie więc możliwość skupowania łupów za golda. Mimo to i tak wolałbym aby w grze zastosowano tradycyjny model free to play zamiast chowania sprzętu za mikrotransakcjami.

Dziesięć godzin z grą to za mało by podjąć decyzję czy związać się z danym tytułem czy też nie. Gdybym nie miał nic lepszego do roboty myślę, że byłbym skłonny dać BGO szansę, przynajmniej na miesiąc lub dwa. Niestety rynek mmo już teraz jest nasycony a w najbliższej przyszłości szykuje się kilka mocnych premier. ArcheAge, który ma wyjść pod koniec roku celuje w dokładnie tą samą niszę co Black Gold Online. Gdybym miał się sugerować tym co przeczytałem na temat pierwszego z tych mmo to obstawiałbym, że BGO konfrontacji nie wygra.

Kiedy gra wyjdzie myślę, że zyska sporą rzeszę fanów choć nie wróżę jej mega sukcesu. Black Gold Online oferuje tonę contentu zarówno miłośnikom pve jak i pvp. Pytanie brzmi czy jest wystarczająco dobrym mmo by sprostać ofercie konkurencji, która z roku na rok (jeśli nie z miesiąca na miesiąc) staje się coraz lepsza.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz