niedziela, 20 lipca 2014

ArcheAge (beta) - pierwsze wrażenia

Gdyby ktoś mnie spytał na początku roku, która z trzech wielkich nowości: TESO, Wildstar czy ArcheAge ma największe szanse na tytuł mmo roku bez chwili zastanowienia odpowiedziałbym, że Wildstar. Życie lubi jednak zaskakiwać. O ile w przypadku Elder Scrolls większość spodziewała się klapy, o tyle w przypadku Wildstar spotkała mnie przykra niespodzianka. Mimo kilku innowacji mmo Carbine Studios okazało się być grą tworzoną według starej filozofii, od której branża powinna odchodzić. Tymczasem ArcheAge w ciągu pierwszych kilku godzin przyprawił mnie o opad szczęki. Te parę godzin spędzonych z grą to stanowczo za mało by wyrokować o jej przyszłości. Jeżeli jednak na późniejszych etapach mmo będzie trzymać poziom to produkcja XL Games okaże się czarnym koniem w wyścigu do miana mmo roku 2014.

ArcheAge to koreański sandpark (mmo będące połączeniem sanboxa z themeparkiem) wydawany na zachodzie przez Trion Worlds. Grę osadzono w świecie fantasy stworzonym przez pisarkę Min-Hee Jeon. Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że podobnie jak wiele innych mmo rodem z Azji również i tutaj mamy open world pvp. Ponadto endgame koncentruje się na walkach pomiędzy frakcjami graczy. Dlatego ludziom, którzy ograniczają się do pve gra może nie przypaść do gustu. Co prawda dotychczas nikt nie próbował mnie utłuc ale nie jestem nawet w połowie level capa. Mimo to radziłbym każdemu przynajmniej spróbować, gdyż to mmo ma naprawdę wiele do zaoferowania.

Początku bety nie określiłbym jako udanego. Trion uruchomił tylko jeden serwer dla Europy. A chętnych do przetestowania gry było ponad milion, czym Scott Hartsman nie omieszkał pochwalić się na Twitterze. Zastanawia mnie tylko czy trudno im było policzyć ile founder's packów sprzedali. W końcu beta miała charakter zamknięty i dostęp mieli tylko ci, którzy zdecydowali się na zakup wspomnianych paczek. W każdym razie pierwsza lokacja do której trafiłem po utworzeniu postaci wyglądała tak:


Jak widać na załączonym obrazku zainteresowanie grą było duże. Niestety trudno przeciskać się przez taki tłum o zabijaniu czegokolwiek nie wspominając. Piszę przeciskać ponieważ ArcheAge wykorzystuje system wykrywania kolizji. Nie ma więc możliwości przechodzenia przez inne postaci. Szczerze powiedziawszy trochę mnie to dziwi, zwłaszcza w przypadku gry zorientowanej na pvp. Ta mechanika stwarza bowiem graczom duże pole do nadużyć (możemy przykładowo zepchnąć innego gracza z urwiska jeśli delikwent jest afk).

Gra bazuje na Cry Engine 3 więc jeśli idzie o oprawę graficzną nie będziemy mieć powodów do narzekania. Po podkręceniu wszystkich opcji na maksa gra cieszy oko. W odróżnieniu od co poniektórych azjatyckich mmo twórcy AA postanowili nie bombardować graczy nadmiarem efektów świetlnych. Poprzednia gra, o której pisałem - Swordsman stanowiła przegięcie w drugą stronę. Jeśli idzie o styl gra plasuje się pomiędzy mangą a stylem typowym dla zachodnich mmo. Muzyka jest taka sobie. Ani nie wpada w ucho ani nie przeszkadza.

Próba wykonania pierwszego questa ujawniła dużą wadę gry. Open tappingu tu nie uświadczymy. Innymi słowy podobnie jak w starych mmo jeśli próbujemy ubić moba a inny graczy, z którym nie jesteśmy w drużynie zada mu obrażenia przed nami to po zakończeniu walki nie dostajemy lootu ani doświadczenia. Ponadto ubicie wspomnianego stworka nie zostanie nam zaliczone na poczet questu.


Ale trochę się zagalopowałem. Zanim powiemy sobie o questach parę słów na temat tworzenia postaci. Do wyboru mamy cztery rasy: Nuian (ludzie), Harani (mniejsi ludzie), Elfy i Firran (koto podobna rasa przypomniająca Miqo'te z Final Fantasy XIV). Każda z nich ma dwa skille pasywne, które jednak nie mają większego wpływu na grę. Bierzemy tą, która najbardziej się nam podoba.

Zamiast klas mamy drzewka/zestawy umiejętności (skillsets). Jest ich dziesięć z czego pierwszy wybieramy podczas tworzenia postaci, kolejny na poziomie 5 i ostatni na 10. Jak widać kombinacji jest naprawdę sporo. System rozwoju postaci jest jednym z najmocniejszych atutów ArcheAge. Zdobywając kolejne poziomy zyskujemy punkty umiejętności, za które wykupujemy skille z wybranych drzewek. Za opłatą można zresetować wydane punkty jak również zmieniać wybrane drzewka na inne. I w odróżnieniu od The Elder Scrolls Online możemy to zrobić po przystępnej cenie.

Gra nie nakłada na nas żadnych ograniczeń jeśli idzie o używanie pancerza i broni, choć w tym drugim wypadku nie ma to praktycznie żadnego znaczenia, gdyż to co możemy zrobić podczas walki zależy wyłącznie od wybranych uprzednio skillsetów.

Skoro już mowa o walce to należy wspomnieć, że ArcheAge zdecydowanie nie błyszczy pod tym względem. Mamy tu do czynienia z klasycznym systemem walki znanym choćby z World of Warcraft czy Rift. Zaznaczamy cel tabem i spamujemy umiejętności z paska skrótów. Żadnego unikania i blokowania ciosów przeciwnika czy uciekania z telegrafów. Trochę to dziwi w przypadku gry, która wyszła w 2013. Od dłuższego czasu w grach mmo obserwuje się tendencję do redukowania liczby dostępnych umiejętności na rzecz elementów zręcznościowych. Jednym się to podoba, innym nie. Ja zaliczam się do pierwszej z grup, dlatego walka w AA nie przypadła mi do gustu.


OK, na razie dosyć o mechanice. Pora ruszyć w świat. Mapy w ArcheAge są ogromne. Od samego początku gry mamy uczucie przestrzeni Miła odmiana po tych kilkunastu godzinach spędzonych ze Swordsman, gdzie z jednego końca na drugi można było przejść w 5 minut albo i szybciej. Całe szczęście, że dosyć wcześnie dostajemy mounta, łódź i pierwszy szybowiec. Jak łatwo się zorientować na podstawie powyższego wyliczenia oprócz transportu lądowego znanego z większości mmo w ArcheAge mamy do dyspozycji pojazdy umożliwiające przemieszczanie się w powietrzu i po wodzie (a nawet pod jej powierzchnią - jest możliwość zbudowania łodzi podwodnej). To ostatnie jest szczególnie istotne ponieważ na późniejszych etapach gry mamy możliwość uczestniczenia w bitwach morskich.

Z questami w AA jest podobnie jak z walką. Większość zadań sprowadza się do zabijania mobów i zbierania itemów. Miłośników dynamicznych eventów muszę rozczarować. Co prawda występują one w grze ale dopiero na późniejszych etapach. Warto jednak wspomnieć, że ArcheAge wprowadził do klasycznego systemu questów kilka innowacji. Wiele questów polegających na ubijaniu stworów będziemy mogli zakończyć gdy uda nam się zatłuc 50% wymaganej ilości. Dostaniemy mniej doświadczenia ale zakończymy dane zadanie. Działa to również w drugą stronę. Jeśli zabijemy ich więcej możemy liczyć na dodatkową nagrodę. Ponadto trafiają się questy, które możemy zaliczyć wykonując kilka różnych czynności. Jednak stanowią one mniejszość.


Mamy również odpowiednik znanej choćby z Lord of the Rings Online epic story czyli serię questów okraszoną filmikami, która będzie nas prowadzić do lokacji do lokacji przez pierwsze kilkadziesiąt poziomów. Oczywiście fabuła jest liniowa i niezbyt wciągająca ale to w końcu mmo a nie Wiedźmin.

Jak już wcześniej wspomniałem oferta gry jeśli idzie o miłośników pve za bogata nie jest. Dungeonów jest kilkanaście. Pierwsze wymagają grup 3 lub 5 osobowych. Jest kilka instancji dla dziesięcioosobowych drużyn. Klasycznych rajdów w zasadzie nie ma. Oprócz tego mamy możliwość ubijania world bossów. Pokonanie niektórych będzie wymagało współpracy kilkudziesięciu osób.


Jak na sandpark przystało crafting jest istotnym elementem gry. W sumie określenie istotny to w tym wypadku za mało powiedziane. Crafcić w tej grze można niemal wszystko: broń, pancerz, jedzenie, mikstury, pojazdy, okręty, domy z wyposażeniem i wiele innych. Ponieważ wytwarzanie przedmiotów daje nam expa możemy dojechać do maksymalnego poziomu praktycznie nie zajmując się walką. Profesji jest 21 (słownie: dwadzieścia jeden), więc każdy znajdzie tu coś dla siebie. Niestety o ile system profesji jest rozbudowany, o tyle proces wytworzenia pojedynczego przedmiotu nie odbiega od tego co widuje się w większości mmo. Gromadzimy potrzebne składniki, klikamy na wybraną pozycję z listy dostępnych itemów i gotowe. Taka gra aż się prosi o crafting rodem z Final Fantasy XIV, gdzie produkcja każdego itemu jest mini grą a każda profesja jest tak na prawdę odrębną klasą.

O pvp, czyli de facto głównej atrakcji gry nie mogę niestety zbyt wiele napisać ze względu na zbyt krótki czas spędzony z grą. Po dojechaniu do level capa ma ono stanowić jeśli nie główne zajęcie to przynajmniej jeden z istotniejszych elementów rozgrywki. W tym miejscu wspomnę tylko, że oprócz standardowego systemu honor points (za ubijanie graczy wrogiej frakcji zgarniamy punkty) w ArcheAge funkcjonuje również tzw. justice system. Jeśli zdarzy nam się zabić lub okraść graczy z naszej frakcji gra przydziela nam crime points. Jeśli uzbieramy ich sporo trafiamy przed oblicze sądu złożonego z innych graczy, którzy mogą nas uniewinnić lub skazać na pobyt w więzieniu. Czas odsiadki zależy od liczby popełnionych przestępstw i od tego ilu sędziów (skład orzekający liczy 5 graczy) uzna naszą winę. Jeśli mamy pod dostatkiem golda możemy spróbować przekupić sędziów co według Scotta Hartsmana często miało miejsce podczas alfa testów. Jeśli w tym momencie komuś przychodzą na myśl skojarzenia z EVE Online to dobrze. Pod wieloma względami ArcheAge będzie odpowiednikiem EVE w realiach fantasy.


Podsumowując - AA nie jest z pewnością grą dla każdego. Miłośnicy themeparków raczej nie zagrzeją tu miejsca. Dla wielu osób, którym sandboxy nie są obce ta gra może stać się domem na długi czas. Moja przygoda z ArcheAge z pewnością nie skończy się na tej becie. Będę potrzebował miesiąca lub więcej by w pełni doświadczyć wszystkiego co gra XL Games ma do zaoferowania.

1 komentarz:

  1. Powiedzmy sobie szczerze, gra ArchAge jak na sandboxa trzyma wyjątkowo wysoki poziom. Niestety wiele osób zniechęciło się do tego tytułu przez przeciągające się w nieskończoność beta testy.

    OdpowiedzUsuń