Kilka dni temu przeczytałem na mmorpg.com ciekawy artykuł. Lista pięciu mmo, które mogłyby być grami single player. W skład tego zaszczytnego grona autor zaliczył: DC Universe Online, Guild Wars 2, Star Wars: The Old Republic, Neverwinter oraz World of Warcraft. Dobór gier jest kwestią osobistych preferencji. Gdybym sam miał ułożyć podobny ranking dobrałbym nieco inne tytuły (z TESO i The Secret World na czele). Faktem jest, że do grupy gier, w które bez większych problemów można grać solo można obecnie zaliczyć większość mmo.
Termin solo friendly zrobił karierę w ciągu ostatnich paru lat. To czy ma dobre czy złe konotacje zależy w dużej mierze od zapatrywań danego gracza na mmo. Dla jednych jest to odejście od tradycji dla innych sposób na przyciągnięcie rzeszy nowych graczy. Osobiście zaliczam się do drugiej grupy. Zasiadając do któregokolwiek z popularnych mmo możemy bez większych przeszkód dojechać do level capa bez konieczności odzywania się do innych graczy. Coś takiego nie sprzyja rzecz jasna budowaniu community. Ale nie czarujmy się. Gdyby twórcy mmo ograniczali się do zapewniania rozrywki grupom graczy populacja większości tych gier szybko by się skurczyła.
Tendencję do serwowania coraz większej ilości contentu z przeznaczeniem dla jednego gracza można zaobserwować od dawna. Przyczyna jest dosyć prosta. Środowisko graczy mmo jest inne niż dziesięć lat temu. Gra w mmo to obecnie hobby a nie styl życia jak to dawniej bywało. Nie każdy ma ochotę włożyć kilkaset godzin w grę tylko po to by zdobyć sprzęt, który wyszedł w najnowszym patchu. Ludzi, którzy oczekują czegoś więcej niż bezmyślnego grindu jest coraz więcej i branża musiała się dostosować.
Myślę, że opisany wyżej trend nasili. Jeśli Destiny oferujące model rozgrywki zbliżony do Guild Wars 2 czy Vindictus (takie mmo na pół gwizdka) odniesie sukces wcześniej czy później doczeka się naśladowców. W takim przypadku grom mmo wyrośnie mocny konkurent. Wystarczy wyobrazić sobie grę w stylu Skyrim, gdzie komponent online ogranicza się do wspólnego robienia dungeonów i pvp. Uważam, że taka produkcja (nazwijmy ją online rpg) mogłaby przyciągnąć sporą rzeszę fanów. W szczególności osoby zasiadające do mmo po kilka godzin tygodniowo. A jeśli tradycyjne mmo zaczną tracić casuali, którzy na chwilę obecną stanowią trzon ich populacji to mogą się znaleźć w poważnych opałach.
Trudno mi przewidywać w jakim kierunku rozwinie się branża mmo w ciągu najbliższych kilku lat. Na pewno będzie musiała zareagować w jakiś sposób na ewentualny sukces Destiny czy Division. Warto wspomnieć, że oprócz tych pseudo-mmo również gry single player zaczynają sięgać po elementy rozgrywki zaczerpnięte z mmo. Wystarczy wymienić choćby GTA V, Dark Souls 2 czy Watchdogs. Jedno jest pewne. Najbliższe kilka lat będzie dla segmentu mmo bardzo interesujące.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz