Kilka dni po tym jak opublikowałem post dotyczący modelu biznesowego Black Gold Online udało mi się załapać do zamkniętej bety. Ze względu na brak czasu mogłem poświęcić grze raptem 10 godzin. To zdecydowanie za mało by sprawdzić choćby pobieżnie wszystkie aspekty danego mmo. Na chwilę obecną mogę powiedzieć, że BGO jest pozycją godną uwagi, szczególnie dla miłośników pvp. Beta rozwiała obaw jakie miałem w związku z grą. O tym co mi się podobało a co nie możecie przeczytać poniżej.
sobota, 24 maja 2014
poniedziałek, 19 maja 2014
Black Gold Online - bez item shopu ale czy za darmo?
Kilka dni temu ruszyła beta angielskiej wersji Black Gold Online, najnowszego mmo firmy Snail Games. Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że mimo kilku zastrzeżeń którym poświęcony jest niniejszy post mam zamiar zagrać. Przynajmniej tydzień, chyba że gra okaże się podobnym gniotem co ich poprzednie dzieło - Age of Wushu. Na podstawie tego co do tej pory zobaczyłem i przeczytałem o BGO przypuszczam, że szykuje się całkiem przyzwoite mmo. Być może doczekamy się wreszcie dobrze zrobionej walki na koniach (jedna z głównych atrakcji gry). Jedyne co mnie niepokoi to model biznesowy.
niedziela, 4 maja 2014
Free to play???
Jak każdy gracz z dłuższym stażem w mmo mam swoje sympatie i antypatie jeśli idzie o developerów. Do niedawna Trion Worlds śmiało zaliczyłbym do grona tych pierwszych. Lubię Rift i mimo, iż nie gram już od jakiegoś czasu w dalszym ciągu uważam, że jest to jeden z lepszych themeparków na rynku z dość hojną ofertą free to play. Ostatnimi czasy firma z Redwood City nie może jednak narzekać na nadmiar szczęścia. Najpierw było średnie Defiance, potem Trove, który nie wiadomo po co istnieje a na początku marca odwołanie End of Nations. Lokalizacja koreańskiego ArcheAge to dla Trion jedyna w ciągu najbliższych kilku lat szansa na poprawę notowań. Niedawno ruszyła sprzedaż founder's packów do angielskiej wersji gry. Jeżeli ta oferta jest jakimś wyznacznikiem modelu free to play wspomnianego mmo to zła passa nie zostanie przerwana.
sobota, 3 maja 2014
The Elder Scrolls Online - recenzja
Litwo! Ojczyzno moja! ty jesteś jak zdrowie. Ile cię trzeba
cenić, ten tylko się dowie, Kto cię stracił. Co powyższy wers Mickiewicza ma wspólnego z The Elder Scrolls Online? Otóż podobnie jak w życiu, w mmo pewne rzeczy zaczynamy doceniać dopiero gdy zostaną nam odebrane. Innymi słowy, systemy na które w większości gier nie zwracamy uwagi zaczynamy cenić w momencie dopiero gdy zobaczymy jak developer jakiegoś innego mmo daną mechanikę spieprzy. Uczucie, że gdzieś już to wszystko widziałem tylko zrobione lepiej towarzyszyło mi od początku grania. Nie oznacza to jednak, że mamy tu do czynienia z kompletnym gniotem pokroju pierwszej edycji Final Fantasy XIV. Wprost przeciwnie. Pewne rozwiązania zastosowane w TESO bardzo mi się spodobały. Wielka szkoda, że te perełki niemal giną w zalewie bugów, niedoróbek i rozwiązań zaczerpniętych z gier single player bez oglądania się na ich funkcjonowanie w środowisku mmo.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



