Francuzi mają takie powiedzenie: plus
ça change, plus c'est la même chose. W wolnym
tłumaczeniu znaczy to "im bardziej coś się zmienia, tym
bardziej pozostaje takie samo". Porzekadło jak ulał pasuje do
branży mmo. Mimo, że w ciągu ostatnich kilku lat dość istotnym
zmianom uległo podejście developerów do takich kwestii jak walka
czy questy to jeśli idzie o sposób zarabiania pieniędzy firmy nie
nauczyły się niczego. Tak w każdym razie wnioskuję po
przeczytaniu na jaki model biznesowy zdecydowali się wydawcy dwóch
najbardziej oczekiwanych tytułów 2014 roku: Wildstar i The Elder
Scrolls Online. Mimo, że od ładnych paru lat model free to play
jest dominującą formą dystrybucji gier mmo zarówno ZeniMax jak i
NCSOFT zdecydowały się na obowiązkową subskrypcję.
Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że jestem
przeciwnikiem gier z abonamentem. Nie dlatego, że mam coś
przeciwko płaceniu. W LOTRO (Lord of the Rings Online), w które
pocinałem jakieś dwa lata z okładem utopiłem prawie tysiąc
złotych a było to w czasach gdy już można było grać za darmo.
Mój problem z abonamentem polega na tym, że wymusza na graczu
napieprzanie w dany tytuł nawet gdy miałby ochotę pograć w coś
innego (jeśli zapłaciłeś 15 dolców za miesiąc i pograłeś
raptem kilka godzin to wyrzuciłeś te pieniądze w błoto).
Model dystrybucji w oparciu o subskrypcję powstał
w czasach gdy mmo były nie tyle rozrywką co stylem życia. Nakład
czasu potrzebny by dojść do czegoś w grze graniczył z absurdem.
Mało kto grał w dwa lub więcej tytułów. Te czasy minęły. W
chwili obecnej można bez problemu ciągnąć dwa lub trzy mmo.
Wszelkiej maści próby przywiązania gracza do gry, a tym właśnie
jest subskrypcja, spotykają się z coraz większym oporem ze strony
odbiorów. Stąd upowszechnienie free to play.
Dlaczego obie firmy zdecydowały się na model
biznesowy, który nie przystaje do obecnej rzeczywistości? Myślę,
że odpowiedź jest inna dla każdego wydawcy. W przypadku Wildstar
chodzi najpewniej o to by gra możliwie szybko zaczęła zwracać
koszt produkcji. Jest to pierwsza gra Carbine, więc możemy być
pewni, że powstała za pożyczone pieniądze. Poza tym czytając
niektóre
wypowiedzi ludzi ze studia można odnieść wrażenie, że w
firmie panuje mentalność rodem z Blizzarda: "jeśli zrobimy
super grę to ludzie będą w nią grać bez względu na to jak dobre
mmo wypuści konkurencja". W obecnej sytuacji na rynku nie ma
miejsca na takie myślenie (przyczyny podałem kilka akapitów
wyżej).
W przypadku TESO sytuacja jest nieco inna. Wydawca
jest weteranem rynku gier, choć segmentem mmo do tej pory się nie
interesował. Gry z serii Elder Scrolls dorobiły się sporej rzeszy
fanów, toteż panowie z ZeniMax mogą być spokojni o początkowe
wyniki sprzedaży. To w połączeniu z faktem, że gra wyjdzie na
trzy platformy (pc, xbox i ps4) gwarantuje im na dzień dobry co
najmniej trzy miliony kopii (w wariancie pesymistycznym - Skyrim
rozeszło się w 11 milionach a wyszło tylko na pc i xbox'a). Gdyby
wydawca zdecydował się na model buy to play a la Guild Wars 2
raczej nie musiałby się martwić, że suma zainwestowana w pracę
nad grą mu się nie zwróci. Dlaczego wybrał subskrypcję? Głównie
po to by wycisnąć z graczy możliwie najwięcej kasy w początkowym
okresie funkcjonowania mmo. Wskazuje na to choćby fakt, że gra
wystartuje z item shopem, w którym mają być sprzedawane kostiumy i
tzw. "fun items" (swoją drogą ciekaw jestem co wydawca
rozumie pod tym pojęciem).
Kiedy liczba subskrybentów zacznie spadać firma
zmieni model biznesowy na free to play albo buy to play. A tego, że
zacznie spadać i to dosyć prędko możemy być pewni. Docelową
grupą odbiorców ESO są fani serii. Problem polega na tym, że
sporej części z nich formuła mmo może nie przypaść do gustu.
Wielu ludzi przyciąga do Elder Scrolls nie tyle świat gry ile model
rozgrywki. W Skyrim i jego poprzednikach mamy do dyspozycji ogromny
świat, który możemy kształtować swoimi decyzjami. Przypadku mmo
świat gry jest nawet większy ale musimy się nim dzielić z innymi
graczami a nasz wpływ na jego losy jest praktycznie żaden. Sądząc
po tym co do tej pory przeczytałem o TESO gra będzie kompromisem
między sandboxem dla jednego gracza a klasycznym mmo. Nie sądzę by
znalazło się wielu, których taki kompromis zadowoli do tego
stopnia by chcieli płacić 15 dolców miesięcznie.
Myślę, że zarówno Wildstar jak i ESO skończą
jako tytuły free to play lub buy to play. Pozostaje pytanie kiedy do
tego dojdzie. ZeniMax będzie zmuszony konwertować swoją grę
szybciej niż Carbine. Wynika to z faktu, że ich mmo nie wnosi nic
nowego do gatunku. Wildstar jest pod tym względem w nieco lepszej
sytuacji. Gra wprowadza kilka innowacji jak choćby content skrojony
pod nasz styl gry (system paths) czy ciekawy system walki. Nie
zmienia to jednak faktu, że w obecnej sytuacji na rynku taki model
biznesowy jest nie do utrzymania. Myślę, że przez cały rok 2014
obie gry zachowają subskrypcję. Co się stanie potem zależy w duży
stopniu od sytuacji na rynku. W 2015 powinien wyjść EverQuest Next,
który Sony zapowiada jako free to play. Oprócz niego będziemy mieć
po drodze kilka mocnych tytułów (Arch Age, Black Desert, Bless).
Gdybym miał strzelać dałbym TESO rok a Wildstar dwa lata. Po tym
czasie gry albo zmienią system finansowania albo skończą jak
Warhammer Online: z garstką wiernych graczy i serwerami, które
można policzyć na palcach jednej ręki.
EDIT:
Jakiś czas po napisaniu tego posta firma Mythic Entertainment podała do wiadomości, że z dniem 18 grudnia Warhammer kończy swój żywot. Wydawcy, którzy planują w najbliższym czasie finansować swoje mmo w oparciu o abonament powinni potraktować los tej gry jako przestrogę przed konsekwencjami kurczowego trzymania się subskrypcji.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz