środa, 25 września 2013

Plus ça change

Francuzi mają takie powiedzenie: plus ça change, plus c'est la même chose. W wolnym tłumaczeniu znaczy to "im bardziej coś się zmienia, tym bardziej pozostaje takie samo". Porzekadło jak ulał pasuje do branży mmo. Mimo, że w ciągu ostatnich kilku lat dość istotnym zmianom uległo podejście developerów do takich kwestii jak walka czy questy to jeśli idzie o sposób zarabiania pieniędzy firmy nie nauczyły się niczego. Tak w każdym razie wnioskuję po przeczytaniu na jaki model biznesowy zdecydowali się wydawcy dwóch najbardziej oczekiwanych tytułów 2014 roku: Wildstar i The Elder Scrolls Online. Mimo, że od ładnych paru lat model free to play jest dominującą formą dystrybucji gier mmo zarówno ZeniMax jak i NCSOFT zdecydowały się na obowiązkową subskrypcję.

Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że jestem przeciwnikiem gier z abonamentem. Nie dlatego, że mam coś  przeciwko płaceniu. W LOTRO (Lord of the Rings Online), w które pocinałem jakieś dwa lata z okładem utopiłem prawie tysiąc złotych a było to w czasach gdy już można było grać za darmo. Mój problem z abonamentem polega na tym, że wymusza na graczu napieprzanie w dany tytuł nawet gdy miałby ochotę pograć w coś innego (jeśli zapłaciłeś 15 dolców za miesiąc i pograłeś raptem kilka godzin to wyrzuciłeś te pieniądze w błoto).

Model dystrybucji w oparciu o subskrypcję powstał w czasach gdy mmo były nie tyle rozrywką co stylem życia. Nakład czasu potrzebny by dojść do czegoś w grze graniczył z absurdem. Mało kto grał w dwa lub więcej tytułów. Te czasy minęły. W chwili obecnej można bez problemu ciągnąć dwa lub trzy mmo. Wszelkiej maści próby przywiązania gracza do gry, a tym właśnie jest subskrypcja, spotykają się z coraz większym oporem ze strony odbiorów. Stąd upowszechnienie free to play.

Dlaczego obie firmy zdecydowały się na model biznesowy, który nie przystaje do obecnej rzeczywistości? Myślę, że odpowiedź jest inna dla każdego wydawcy. W przypadku Wildstar chodzi najpewniej o to by gra możliwie szybko zaczęła zwracać koszt produkcji. Jest to pierwsza gra Carbine, więc możemy być pewni, że powstała za pożyczone pieniądze. Poza tym czytając niektóre wypowiedzi ludzi ze studia można odnieść wrażenie, że w firmie panuje mentalność rodem z Blizzarda: "jeśli zrobimy super grę to ludzie będą w nią grać bez względu na to jak dobre mmo wypuści konkurencja". W obecnej sytuacji na rynku nie ma miejsca na takie myślenie (przyczyny podałem kilka akapitów wyżej).

W przypadku TESO sytuacja jest nieco inna. Wydawca jest weteranem rynku gier, choć segmentem mmo do tej pory się nie interesował. Gry z serii Elder Scrolls dorobiły się sporej rzeszy fanów, toteż panowie z ZeniMax mogą być spokojni o początkowe wyniki sprzedaży. To w połączeniu z faktem, że gra wyjdzie na trzy platformy (pc, xbox i ps4) gwarantuje im na dzień dobry co najmniej trzy miliony kopii (w wariancie pesymistycznym - Skyrim rozeszło się w 11 milionach a wyszło tylko na pc i xbox'a). Gdyby wydawca zdecydował się na model buy to play a la Guild Wars 2 raczej nie musiałby się martwić, że suma zainwestowana w pracę nad grą mu się nie zwróci. Dlaczego wybrał subskrypcję? Głównie po to by wycisnąć z graczy możliwie najwięcej kasy w początkowym okresie funkcjonowania mmo. Wskazuje na to choćby fakt, że gra wystartuje z item shopem, w którym mają być sprzedawane kostiumy i tzw. "fun items" (swoją drogą ciekaw jestem co wydawca rozumie pod tym pojęciem).

Kiedy liczba subskrybentów zacznie spadać firma zmieni model biznesowy na free to play albo buy to play. A tego, że zacznie spadać i to dosyć prędko możemy być pewni. Docelową grupą odbiorców ESO są fani serii. Problem polega na tym, że sporej części z nich formuła mmo może nie przypaść do gustu. Wielu ludzi przyciąga do Elder Scrolls nie tyle świat gry ile model rozgrywki. W Skyrim i jego poprzednikach mamy do dyspozycji ogromny świat, który możemy kształtować swoimi decyzjami. Przypadku mmo świat gry jest nawet większy ale musimy się nim dzielić z innymi graczami a nasz wpływ na jego losy jest praktycznie żaden. Sądząc po tym co do tej pory przeczytałem o TESO gra będzie kompromisem między sandboxem dla jednego gracza a klasycznym mmo. Nie sądzę by znalazło się wielu, których taki kompromis zadowoli do tego stopnia by chcieli płacić 15 dolców miesięcznie.

Myślę, że zarówno Wildstar jak i ESO skończą jako tytuły free to play lub buy to play. Pozostaje pytanie kiedy do tego dojdzie. ZeniMax będzie zmuszony konwertować swoją grę szybciej niż Carbine. Wynika to z faktu, że ich mmo nie wnosi nic nowego do gatunku. Wildstar jest pod tym względem w nieco lepszej sytuacji. Gra wprowadza kilka innowacji jak choćby content skrojony pod nasz styl gry (system paths) czy ciekawy system walki. Nie zmienia to jednak faktu, że w obecnej sytuacji na rynku taki model biznesowy jest nie do utrzymania. Myślę, że przez cały rok 2014 obie gry zachowają subskrypcję. Co się stanie potem zależy w duży stopniu od sytuacji na rynku. W 2015 powinien wyjść EverQuest Next, który Sony zapowiada jako free to play. Oprócz niego będziemy mieć po drodze kilka mocnych tytułów (Arch Age, Black Desert, Bless). Gdybym miał strzelać dałbym TESO rok a Wildstar dwa lata. Po tym czasie gry albo zmienią system finansowania albo skończą jak Warhammer Online: z garstką wiernych graczy i serwerami, które można policzyć na palcach jednej ręki.

EDIT:

Jakiś czas po napisaniu tego posta firma Mythic Entertainment podała do wiadomości, że z dniem 18 grudnia Warhammer kończy swój żywot. Wydawcy, którzy planują w najbliższym czasie finansować swoje mmo w oparciu o abonament powinni potraktować los tej gry jako przestrogę przed konsekwencjami kurczowego trzymania się subskrypcji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz