Z Lords of the Fallen mam podobny problem co z poprzednią grą, o której pisałem na blogu. Nie dało się pisać o Middle-earth: Shadow of Mordor nie wspominając jednocześnie o serii Arkham. Dla podgatunku action rpg serią wyznaczającą standardy jest oczywiście Dark Souls. Jednym z jej znaków rozpoznawczych jest poziom trudności. Czy pod tym względem Lords of the Fallen odstaje od konkurenta? Niestety tak. Czy oznacza to, że nie warto w nią grać? Absolutnie nie.
Pierwsze kilka minut spędzonych z grą miłośników dark fantasy przyprawi o opad szczęki. Zarówno lokację jak i modele postaci wykonano z dbałością o najdrobniejsze detale. Jeśli w przyszłości powstanie erpeg osadzony w realiach Warhammera powinien dokładnie tak wyglądać. Trochę gorzej poszło z dźwiękiem. Muzyka jest taka sobie a voiceover tragiczny. Trudno mi jednak mieć żal do aktorów. Materiał, z którym przyszło im pracować poziomem dorównuje dialogom z gier typu "Of Orcs and Men" czy "Bound by Flame" i nie jest to komplement. Na szczęście dla większości fanów action rpg słaba fabuła lub jej brak nie będzie problemem.
Jeśli idzie o gameplay: jeśli grałeś w Dark Souls wiesz czego się spodziewać po grze CI Games. Latamy sobie od bossa do bossa pokonując po drodze dziesiątki mobów. Jeśli idzie o poziom trudności to jest on mocno zróżnicowany. W chwili pisania tego artykułu zatrzymałem się na trzeciej walce z bossem. W przypadku dwóch poprzednich, podobnie jak w DS, konieczne było rozpracowanie mechaniki poszczególnych jego ataków. Pierwszy zabrał mi trochę czasu. Następnego ubiłem za drugim podejściem. Action rpg to zdecydowanie nie jest moja bajka. Skoro mi poszło tak szybko to fani gatunku poradzą sobie z grą w parę godzin.
Jedną z rzeczy, która bardzo przypadła mi do gustu jest mechanika związana ze zdobywaniem xp. Punkty których nie wydaliśmy na atrybuty i zdolności są magazynowane. Jeśli zostaniemy zabici tracimy całe zdobyte doświadczenie, które w postaci naszej duszy zostaje w miejscu gdzie nasza postać rozstała się z życiem. Aby je odzyskać po wczytaniu checkpointa (co wiąże się z respawnem wszystkich ubitych wcześniej przeciwników) musimy dotrzeć do naszych zwłok. I to szybko, gdyż pozostawiona na ziemi dusza stopniowo traci xp.
Co powstrzymuje nas przed ciągłym wydatkowaniem zdobytych punktów? Otóż możemy to zrobić tylko w pobliżu specjalnych kryształów, które służą nam również do zapisywania gry. Ponadto skumulowane doświadczenie decyduje o naszych szansach na wysokiej jakości loot. Dlatego przez całą grę będziemy musieli decydować co bardziej się nam opłaca: inwestować w rozwój postaci czy chomikować xp ryzykując jego utratę w oczekiwaniu na lepsze dropy.
Skoro już mowa o rozwijaniu postaci to gra pod tym względem nie błyszczy. Wbrew temu co sugeruje nam kreator postaci (gdzie na początku wybieramy jedną z trzech szkół magii a potem ekwipunek) w grze są tylko trzy klasy. Używany sprzęt możemy zmienić w każdej chwili i naszą swobodę w tym względzie ogranicza jedynie udźwig postaci. Wspomniane wcześniej szkoły magii ty grupy czerech skilli, z których pierwszy jest wspólny dla wszystkich.
Gdybym miał podsumować tą grę jednym zdaniem powiedziałbym "klon Dark Souls z trochę lepszym interfejsem". Dla osób zaczynających swoją przygodę z action rpg Lords of the Fallen jest lepszą propozycją niż DS. Gra pozwoli im na oswojenie się z podstawowymi elementami rozgrywki i nie odstraszy poziomem trudności jak Dark Souls. Większości weteranów gatunku Lords of the Fallen również powinno przypaść do gustu. No, może pomijając te kilka procent graczy, dla których gra z możliwością włączenia pauzy nie jest wystarczająco hardkorowa.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz