niedziela, 23 listopada 2014

Przygody wesołego voxela

Kiedy po raz pierwszy usłyszałem o Trove pomyślałem sobie, podobnie jak większość ludzi, że kilku panów z Trion Worlds usiłuje stworzyć podróbkę Minecrafta. Voxelowa grafika wyglądająca niewiele lepiej niż w pierwowzorze i losowo generowany świat zasiedlony kwadratowymi potworkami nie zachęciły mnie do gry. Tym bardziej, że wydawca raptem 2-3 dni po ogłoszeniu gry zaczął sprzedawać founder's packi z opcją early access. Jako, że miałem wtedy kilka ważniejszych rzeczy na głowie postanowiłem sobie odpuścić Trove. Przypomniałem sobie o grze tydzień temu, gdy ruszyła open beta. Ma na koncie dziesięć godzin spędzonych z grą muszę przyznać, że mimo kilku niedoróbek warto poświecić jej chwilę czasu. Trove jest bowiem wieloma rzeczami ale nie podróbką Minecrafta.

Ale po kolei. Zacznijmy od rzeczy najważniejszej. Dla kogo jest ta gra? Jeśli kogoś kręci budowanie to na rynku jest kilka lepszych tytułów, choćby Landmark. Tutaj mamy co prawda możliwość postawienia sobie domku ale jego wielkość jest mocno ograniczona ze względu na rozmiary działek pod zabudowę (cornerstones) dostępnych na mapach. Dużo więcej swobody mamy jeśli należymy do gildii nazywanych tutaj klubami. Mają one do dyspozycji club worlds - osobne światy dostępne wyłącznie dla nich, które można w pełni modyfikować.

Sercem Trove jest jednak eksploracja. Jedyną permanentną częścią świata gry jest hubworld. Tutaj zaczynamy rozgrywkę i zapoznajemy się z podstawami gry. Cała reszta uniwersum jest poszatkowana na instancje nazywane adventures. Są to losowo generowane światy, które możemy przemierzać w poszukiwaniu surowców i przeciwników do ubicia. Tu i ówdzie możemy się natknąć na wspomniane wcześniej cornerstones. Dzięki nim będziemy mogli przywołać nasz dom do lokacji po której wędrujemy.

Trove idzie jednak dalej niż Minecraft. Nie ogranicza się bowiem do wygenerowania świata i rozrzucenia po nim mobów. Gra tworzy dungeony, na końcu których czeka nas walka z bossem. Trafiają się również niespodzianki w postaci spadających z nieba rycerzy, którzy po wylądowaniu próbują nas ubić. Eventami bym tego nie nazwał ale zawsze to jakieś urozmaicenie.


Krajobraz, po którym wędrujemy niejednokrotnie odbiega od tego co można spotkać w większości mmo. Raz zdarzyło mi się wędrować po mapie, która wyglądała jak gigantyczny obwód drukowany. Oczywiście każde środowisko zasiedlają tematycznie dobrane moby. W lesie będziemy walczyć z pszczołami, na cmentarzu z duchami i szkieletami itd.

Podobnie jak w klasycznych mmo mamy do wyboru kilka klas postaci. Pierwsze dwie dostajemy za darmo. Za resztę musimy płacić. Na szczęście możemy na nie zarobić w grze choć może to zająć sporo czasu. Istnieje możliwość przełączania się między klasami, niestety potrzebne jest do tego urządzenie zwane class changerem. Znajduje się ono w hubie i domach należących do graczy. Nie wiem czemu twórcy zdecydowali się na takie ograniczenie. Nie przypadł mi do gustu również fakt, że każdą z klas musimy levelować oddzielnie.

Klasa decyduje o tym jakich umiejętności możemy używać podczas walki. Skoro o walce mowa to jest ona zdecydowanie najsłabszym punktem gry. Mamy do dyspozycji raptem cztery umiejętności plus kilka itemów z craftingu (bomby, mikstury itd.). W dodatku software odpowiedzialny za zachowanie mobów nie do końca radzi sobie w środowisku bazującym na voxelach. Kilka razy zdarzyło mi się przyblokować przeciwnika na stoku wzgórza, gdzie ze względy na niewielką pochyłość nie powinien mieć problemów ze wspinaczką. Albo po odepchnięciu przeciwnika delikwent nie tyle podbiegał do mnie co teleportował się z powrotem.


Jak na sandbox przystało crafting jest dosyć rozbudowany. Oprócz ekwipunku możemy tworzyć wyposażenie domu (zarówno dekoracje jak i przedmioty użytkowe np. skrzynia na itemy czy kowadło), mounty i wiele innych. Na chwilę obecną w grze zaimplementowano dwie profesje: gardening i ringcrafting (wytwarzanie pierścieni).

Trove jest grą free to play i w odróżnieniu od innych gier z oferty Trion Worlds nie oferuje graczom nawet opcjonalnej subskrypcji. Asortyment item shopu nie odbiega od tego co widziałem w innych grach free to play: kostiumy, mounty, pety itd. Gra posługuje się dwoma typami waluty: cubits i credits. Te pierwsze możemy zarobić w grze, za drugie musimy płacić. W odróżnieniu od takich tuzów rynku f2p jak choćby Perfect World Trion stara się nie zdzierać z graczy na każdym kroku. Przynajmniej jeśli pominiemy ArcheAge ale to jest temat na osobny artykuł. Podobnie jak w Rift również i tutaj implementacja free to play zalicza się do przyjaznych dla portfela przeciętnego fana mmo.

Trove raczej nie zawojuje rynku mmo ale stanowi ciekawą propozycję dla miłośników sandboxów, którzy chcieliby odpocząć od pvp i zobaczyć jak wygląda piaskownica zbudowana wokół pve. Sam zmuszony jestem odstawić grę na jakiś czas ponieważ końcówka roku 2014 jest wyjątkowo gorąca i zwaliło mi się kilka premier, więc mam trochę pisania. Nie wywalam Trove z dysku gdyż jak będzie wolna chwila na pewno wrócę do gry. Przez te kilkanaście godzin jakie udało mi się upchnąć w mój dość napięty harmonogram bawiłem się świetnie.

1 komentarz:

  1. Zapraszam do zapoznania się z Polską społecznością tej gry.

    OdpowiedzUsuń