Gdy po raz pierwszy odpaliłem Face of Mankind miałem uczucie jakby czas się cofnął. Cofnął się do 2006 r. kiedy podczas studiów zdarzyło mi się przez krótki czas grać w Anarchy Online. FOM mimo, że ma kilka lat mniej na karku wygląda niewiele lepiej i posługuje się interfejsem rodem z mmo pierwszej generacji. To właśnie w 2006 r. gra ukazała się po raz pierwszy. Piszę po raz pierwszy, gdyż od tego czasu zdążyła już splajtować dwa razy. Za drugim razem stało się to jeszcze zanim opracowano wersję finalną. Face of Mankind, w które grałem teraz jest trzecią z kolei iteracją gry powołaną do życia dzięki udanej kampanii na Kickstarterze. Spośród wszystkich mmo wybranych na potrzeby pisania tego cyklu FOM jest jedynym przedstawicielem sandboxów. Akcję gry osadzono w 24 stuleciu. Ludzkość zabrała się do kolonizowania innych planet i jak to zwykle bywa w sf spotkali na swojej drodze obcych, w dodatku niezbyt przyjaznych. Historia stanowi tło dla walki, jaką poszczególne frakcje złożone z graczy toczą między sobą o kontrolę na uniwersum. FOM, podobnie jak ArcheAge jest jednym z tych mmo, gdzie to gracz decyduje kim chce być: żołnierzem, rzemieślnikiem czy politykiem. Zainteresowani? Jeśli tak to zapraszam do dalszej lektury.
Siadając do gry radzę wbić sobie do głowy, że nie jest to mmo, gdzie dojedziemy do połowy level capa bez konieczności zaglądania do tutoriali. Wręcz przeciwnie, gra jest dość rozbudowana. Aby zrozumieć niektóre jej aspekty będziemy musieli się dokształcać również poza grą. Na szczęście mamy do dyspozycji wiki i szereg poradników dla początkujących. Tworzenie postaci sprowadza się do wyboru płci i wyglądu naszej postaci. Jeśli idzie o to drugie to kreator zalicza się do grupy ubogich. Zapewne przez niedopatrzenie zabrakło tam możliwości grania Azjatą (można wybrać tylko postać białą lub czarnoskórą). Po ukończeniu kilku questów w strefie startowej gra przestaje nas prowadzić za rączką i musimy sami szukać sobie zajęcia.
Warto podkreślić, że FOM zalicza się do tych mmo postacie gdzie nie mają poziomów. O tym co możemy robić i jak dobrze nam to wychodzi decyduje dość mocno rozbudowany zestaw umiejętności oraz ekwipunek. W skład tego drugiego, jak na grę sf przystało, oprócz broni i pancerza wchodzą implanty. Na plus grze zaliczam również fakt, że starcia w grze prowadzone są wyłącznie z wykorzystaniem broni palnej. Tego samego nie da się powiedzieć o co poniektórych futurystycznych mmo, gdzie część postaci lata sobie z mieczami (vide Wildstar).
Podobnie jak ma to miejsce w przypadku EVE, Face of Mankind nie dzieli populacji graczy pomiędzy różne serwery. Wszystko rozgrywa się w jednym uniwersum. Inna sprawa, że nie sądzę by populacja FOM była na tyle duża by jakiekolwiek podziały były konieczne.
Mój problem z Face of Mankind polega na tym, że dla tej gry czas się zatrzymał. Mamy na rynku kilka sandboxów, które funkcjonują ponad 10 lat jak choćby EVE czy Ultima Online. Jednak przez ten czas obie gry ewoluowały. W przypadku FOM ja takiej ewolucji nie widzę. Grając czułem się jakbym dostał do mmo z poprzedniej dekady, przy którym developer nic nie zrobił od momentu wydania. Czytałem co prawda, że od momentu powstania gra kilkukrotnie podlegała gruntownym przemianom ale ich efektów przynajmniej na pierwszy rzut oka nie widać.
FOM nie jest grą dla każdego. I nie chodzi tu o pikselowatą grafikę. Podobnie jak ma to miejsce w przypadku EVE tego mmo trzeba się uczyć. To plus fakt, iż oldschoolowe podejście do pvp, w tym możliwość łupienia zwłok pokonanych graczy nie każdemu przypadnie do gustu. Tym bardziej, że miłośnicy sandboxów mają obecnie kilka lepszych gier do wyboru. W związku z powyższym nie wróżę Face of Mankind świetlanej przyszłości.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz