Na początku chciałbym wyjaśnić jedną rzecz. Nie przepadam za shooterami. Jeśli już zdarzy mi się w jakiś pograć to głównie dlatego, że zainteresowała mnie historia opowiedziana w grze. Tak było z Wolfenstein: New Order. Nie jestem więc najbardziej kompetentną osobą do oceniania jak najnowsze dziecko Bungie wypada na tle innych shooterów. Siadłem do gry głównie po to by przekonać się ile twórcy Destiny zaczerpnęli z gatunku mmo i jak te zapożyczenia komponują się z całą resztą. I jeszcze jedno - przez wielu ta gra była zapowiadana jako tytuł, który zrewolucjonizuje swój gatunek. Osobom, które wzięły te zapewnienia za dobrą monetę radzę stonować oczekiwania. Nie jest źle ale dupy nie urywa.
Przez pierwsze kilka godzin grania miałem wrażenie, że już to wszystko gdzieś widziałem. Dwa tygodnie temu podczas prac nad cyklem 10 mmo w 10 dni spędziłem kilka godzin z Warframe. Jest to third person shooter firmy Digital Extremes, który z Destiny ma wiele wspólnego. Nie wiem czy koś tu od kogoś zrzynał. Faktem jest, że oba tytuły funkcjonują w oparciu o podobny model rozgrywki.
Podobnie jak Warframe, Destiny nie jest mmo w pełnym znaczeniu tego słowa. Świat gry poszatkowano na instancje i innych graczy widzimy tylko jeśli gra wrzuci nas do jednej mapy. Mamy tu również hub, gdzie zlokalizowani są wszyscy kupcy, npc odpowiedzialni za identyfikowanie przedmiotów itp. Funkcję naszego domu pełni statek. To z niego wyruszamy na misje zlokalizowane w różnych punktach układu słonecznego. Odwiedzimy między innymi ziemię i jej księżyc, mars oraz wenus. Problem polega na tym, że o ile lokacje są bardzo dobrze wykonane to rozmiarów świata gry raczej nie ma co porównywać z tym do czego przyzwyczaiły nas mmo.
Grę zaczynamy od stworzenia postaci. Możemy być człowiekiem, exo (roboty) lub przebudzonym. To ostatnie wygląda jak mieszanka człowieka, elfa i wampira. Do ras nie są przypisane żadne perki więc nasz wybór ma znaczenie czysto kosmetyczne. Klasy również są trzy: warlock, titan i hunter. Każda z nich ma kilka unikalnych zdolności choć podobnie jak w innych grach łączących elementy shootera z mmo drzewka umiejętności nie są jakoś specjalnie rozbudowane. Level cap w grze wynosi 20. Niech nikogo nie zwiedzie ta niska liczba. Walcząc z przeciwnikiem wyższym choćby o jeden poziom poczujemy różnicę.
Warto również zaznaczyć, że oprócz nas samych awansuje również nasza broń oraz pancerz. I oprócz zwiększonych statystyk zyskują perki (np. szybszy czas ładowania określonych rodzajów broni). To było dla mnie miłym zaskoczeniem, tym bardziej że Destiny kładzie spory nacisk na loot.
To tej pory nie miałem okazji przetestować pvp więc się nie wypowiadam. Jeśli zaś idzie o pve to oprócz kampanii single player (którą da się robić grupowo) mamy jeszcze patrole polegające na bieganiu po mapie i wykonywaniu różnych zadań. Większość z nich sprowadza się oczywiście do ubijania mobów. Odpowiednikiem dungeonów w Destiny są trzyosobowe instancje nazywane strikes. Na późniejszych etapach dojdą nam 6 osobowe rajdy.
Podobnie jak w niemal każdym mmo zarówno instancje jak i pvp mają przypisane currency, za które będziemy kupować ekwipunek. Dlatego też endgame sprowadza się tu do farmienia tokenów. Pozostaje mieć nadzieję, że twórcy będą regularnie dostarczać nam nowy content. W przeciwnym wypadku wielu ludzi może zrezygnować z dalszej gry po dojechaniu do level capa.
Na ten moment ciężko mi powiedzieć jak długo potrwa moja przygoda z Destiny. Choć nie jestem miłośnikiem shooterów strzelało się fajnie. Irytują nieco niedoróbki w zakresie interfejsu jak choćby brak mapy z prawdziwego zdarzenia czy quest loga. Za to estetyka i świat gry bardzo mi się spodobały. Wątpię by gra przyciągnęła tą część fanów mmo, którzy nie grywają w fps'y. Za to miłośnicy Halo poczują się tu jak w domu. Sądząc po newsach dotyczących sprzedaży gra rozchodzi się jak świeże bułeczki. Kwestią otwartą pozostaje na jak długo uda jej się utrzymać zainteresowanie graczy. W przypadku mmo istotne jest nie to ile pudełek udało się sprzedać tylko ilu graczy dany tytuł ma w rok czy dwa po premierze.
Grę zaczynamy od stworzenia postaci. Możemy być człowiekiem, exo (roboty) lub przebudzonym. To ostatnie wygląda jak mieszanka człowieka, elfa i wampira. Do ras nie są przypisane żadne perki więc nasz wybór ma znaczenie czysto kosmetyczne. Klasy również są trzy: warlock, titan i hunter. Każda z nich ma kilka unikalnych zdolności choć podobnie jak w innych grach łączących elementy shootera z mmo drzewka umiejętności nie są jakoś specjalnie rozbudowane. Level cap w grze wynosi 20. Niech nikogo nie zwiedzie ta niska liczba. Walcząc z przeciwnikiem wyższym choćby o jeden poziom poczujemy różnicę.
Warto również zaznaczyć, że oprócz nas samych awansuje również nasza broń oraz pancerz. I oprócz zwiększonych statystyk zyskują perki (np. szybszy czas ładowania określonych rodzajów broni). To było dla mnie miłym zaskoczeniem, tym bardziej że Destiny kładzie spory nacisk na loot.
To tej pory nie miałem okazji przetestować pvp więc się nie wypowiadam. Jeśli zaś idzie o pve to oprócz kampanii single player (którą da się robić grupowo) mamy jeszcze patrole polegające na bieganiu po mapie i wykonywaniu różnych zadań. Większość z nich sprowadza się oczywiście do ubijania mobów. Odpowiednikiem dungeonów w Destiny są trzyosobowe instancje nazywane strikes. Na późniejszych etapach dojdą nam 6 osobowe rajdy.
Podobnie jak w niemal każdym mmo zarówno instancje jak i pvp mają przypisane currency, za które będziemy kupować ekwipunek. Dlatego też endgame sprowadza się tu do farmienia tokenów. Pozostaje mieć nadzieję, że twórcy będą regularnie dostarczać nam nowy content. W przeciwnym wypadku wielu ludzi może zrezygnować z dalszej gry po dojechaniu do level capa.
Na ten moment ciężko mi powiedzieć jak długo potrwa moja przygoda z Destiny. Choć nie jestem miłośnikiem shooterów strzelało się fajnie. Irytują nieco niedoróbki w zakresie interfejsu jak choćby brak mapy z prawdziwego zdarzenia czy quest loga. Za to estetyka i świat gry bardzo mi się spodobały. Wątpię by gra przyciągnęła tą część fanów mmo, którzy nie grywają w fps'y. Za to miłośnicy Halo poczują się tu jak w domu. Sądząc po newsach dotyczących sprzedaży gra rozchodzi się jak świeże bułeczki. Kwestią otwartą pozostaje na jak długo uda jej się utrzymać zainteresowanie graczy. W przypadku mmo istotne jest nie to ile pudełek udało się sprzedać tylko ilu graczy dany tytuł ma w rok czy dwa po premierze.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz